Wiadomości

Zwycięstwo na koniec sezonu

Przed własną publicznością Biało-czerwoni z Łomży nie bez problemów, ale jednak pokonali 2:1 drugi zespół Legii Warszawa. Zwycięstwo to pozwoliło ekipie ŁKS 1926 Łomża awansować na 10. miejsce w tabeli.

„Ełkaesiacy” mogli ten mecz rozpocząć z wysokiego „C”. Już w drugiej minucie po dośrodkowaniu z rzutu rożnego piłka uderzona głową przez Michała Kaputa o centymetry minęła bramkę przyjezdnych.

– Gdyby to wpadło, to zupełnie inaczej weszlibyśmy w ten mecz – przyznał trener ŁKS 1926 Łomża Krzysztof Ogrodziński. – Nie udało się, trudno, tak się zdarza.

Jednak później do głosu doszli przyjezdni. Szczególnie aktywny był Kamil Orlik, który dwukrotnie znalazł się w dogodnej sytuacji strzeleckiej. Ale na szczęście jego uderzenia mijały bramkę Mateusza Złotogórskiego.

– Legia nas trochę zaskoczyła, gdyż spodziewałem się, że to ona będzie prowadziła grę – tłumaczy Krzysztof Ogrodziński. – A tutaj było odwrotnie. Oni cofali się bardzo głęboko i grali z kontry. A my do końca nie realizowaliśmy przedmeczowych założeń. Jak przechodziliśmy na trójkę w obronie i Kacprzyk rozrzucał te piłki, to były te sytuacje. Ale jak zmienialiśmy i zaczynaliśmy kombinować w środku pola to nie wychodziło. Pojawiały się straty, Legia wychodziła z szybką kontrą i kilka razy przyspaliśmy – dodaje szkoleniowiec.

ŁKS ożywił się nieco dopiero w końcowych minutach pierwszej połowy. Ale tylko raz, w 45 min. bramkarz Legii musiał interweniować. W 45 min. na strzał z 17 m zdecydował się Damian Gałązka, ale piłkę pewnie złapał Cezary Miszta.

– Nie wiem dlaczego prezentowaliśmy się w ten sposób – przyznał kapitan Biało-czerwonych Paweł Wasiulewski. – Może wkradło się takie posezonowe rozluźnienie. I jakoś tak nie mogliśmy się odnaleźć na tym boisku.

Ale początek drugiej połowy nie zapowiadał niczego dobrego. Bowiem w 48 min. prostopadłe podanie otrzymał Orlik i spokojnie pokonał próbującego interweniować Złotogórskiego.

Bramka ta podziałała jeszcze bardziej motywująco na zespół z Łomży, który zaczął jeszcze mocniej atakować. Po jednej z akcji, w 54 min., Kaput uruchomił Konrada Kamienowskiego, który dograł do Rafała Maćkowskiego. Jednak strzał popularnego „Rambo” złapał golkiper Legii.

Przyjezdni również mieli szansę na podwyższenie prowadzenia. W 60 min. po dośrodkowaniu z rzutu rożnego piłkę w siatce ŁKS-u umieścił Kacper Welniak, ale sędzia nie uznał tej bramki ze względu na sygnalizację bocznego, który wskazywał spalonego.

A 120 sek. później było już 1:1. Po dośrodkowaniu z lewego skrzydła piłka trafiła do zamykającego akcję Kaputa. Temu co prawda strzał do końca nie wyszedł, ale futbolówka dotarła do Gałązki, który płaskim strzałem z 8 m umieścił piłkę w siatce.

– W przerwie porozmawialiśmy sobie w szatni jak zmienić grę by wykorzystać słabsze punkty Legii – przyznał po spotkaniu Paweł Wasiulewski. – I staraliśmy się to realizować. Szczególnie skrzydłami, gdyż Legia strasznie zawężała, cofała się głęboko i nie dawała Rafałowi Maćkowskiemu się ścigać. I dlatego staraliśmy się grać do boku, gdzie mieliśmy szybkich skrzydłowych, którzy wykańczali akcję wrzutką – relacjonuje „ełkaesiak”.

Od tego momentu na przewaga ŁKS-u nie podlegała dyskusji. Na bramkę Legii sunął atak za atakiem, a groźnie strzelał Michał Tarnowski, Paweł Waiulewski, Melao i dwukrotnie Gałązka, który w 75 min. trafił w poprzeczkę.

Wysiłki Biało-czerwonych zostały nagrodzone w 90 min. po zamieszaniu w polu karnym do odbijającej się od murawy piłki doskoczył stojący na 3 m Maćkowski i strzał głową wpakował piłkę do siatki. Już w doliczonym czasie gry groźnie z woleja uderzył jeszcze Michał Sadowski, ale futbolówka minęła bramkę Legii.

– Walką i sercem wywalczyliśmy te trzy punkty, żeby kibice mogli świętować z nami zakończenie sezonu – cieszył się spotkaniu Paweł Wasiulewski.

– Na pierwszą połowę wyszliśmy trochę ospale i nie realizowaliśmy tego, co sobie założyliśmy – podkreślał Krzysztof Ogrodziński. – I przez to był na boisku chaos. Ale druga połowa była już zdecydowanie lepsza. Szczególnie końcówka, gdzie zmiażdżyliśmy rywali fizycznie. I cieszy to zwycięstwo, które podsumowuje bardzo dobrą rundę w naszym wykonaniu. Szósty mecz bez porażki, słowa uznania dla chłopaków za cały sezon. Może ten początek był ospały, ale ja też uczyłem się tej ligi i daliśmy radę. Dziękuję chłopakom – kończy szkoleniowiec.

ŁKS 1926 Łomża – Legia II Warszawa 2:1 (0:0)

Bramki: 0:1 – Orlik 48, 1:1 – Gałązka 62, 2:1 – Maćkowski 90

ŁKS: Złotogórski – Kamienowski, Melao, Wasiulewski, Rakowski – Gałązka, Kaput, Kacprzyk (78 Mocarski), Zalewski (61 Tarnowski), Grabowski (61 Sadowski) – Maćkowski

Legia: Miszta – Wojtysiak, Pietrzyk, Bondarenko, Matuszewski – Cichocki (61 Rosołek), Karbownik, Shapiro-Thompson, Orlik (83 Olejarka) – Aftyka (73 Mydlarz) – Wełniak (69 Góral).

Żółte kartki: Kaput (ŁKS) – Wełniak (Legia)

źródło: naszsport.info