Wiadomości

ŁKS lepszy od Ełku

Przed własną publicznością Biało-czerwoni z Łomży 3:1 pokonali Mazura Ełk. Decydujące o losach spotkania bramki „ełkaesiacy” zdobyli w ostatnich minutach starcia.

Swoją premierową bramkę w barwach ŁKS 1926 Łomża zdobył Patryk Kostyk, który do zespołu dołączył tuż przed rozpoczęciem sezonu. A bramek kibice zobaczyli więcej.

Na stadionie w Łomży spotkały się zespoły, które na razie nie zebrały zbyt wielu punktów: ŁKS miał ich na swoim koncie 3., a Mazur – 4. I początek spotkania pokazał, że obydwa zespoły boją się stracić bramkę, bowiem żadna z nich nie ruszyła do śmielszych ataków. Aż do 23 min., kiedy to po dośrodkowaniu Melao nad bramką uderzył Rafał Maćkowski.

Ale niecałe 120 sek. później kibice wznieśli ręce w geście triumfu, gdyż piłka zatrzepotała w siatce Mazura. Po strzale Eryka Rakowskiego zza pola karnego futbolówka odbiła się od obrońcy gości i Michała Tarnowskiego, po czym trafiła do Cezarego Demianiuka. Ten nie namyślał się wiele i huknął z 12 m nie dając szans Adamowi Radzikowi. Jednak radość „ełkaesiaków” była przedwczesna, gdyż sędzia uznał, że Tarnowski wcześniej dotknął piłkę ręką i nie uznał tego trafienia. Z decyzją tą długo nie mogli pogodzić się zawodnicy ŁKS-u.

W 31 min. nikt już nie miał wątpliwości. Po faulu na Rafale Maćkowskim sędzia podyktował rzut wolny. Na uderzenie z 18 m zdecydował się Eryk Rakowski i zrobił to tak precyzyjnie, że golkiper Mazura nie miał najmniejszych szans by wybić futbolówkę zmierzającą tuż przy słupku.

ŁKS chciał pójść za ciosem i nadal atakował. W 37 min. po indywidualnej akcji Demianiuk trafił w boczną siatkę, a tuż przed gwizdkiem kończącym pierwszą połowę Maćkowski pomylił się z 12 m.

W drugiej połowie ŁKS cofnął się na własną połowę i czekał na okazję do kontr. I ta nadarzyła się w 52 min., gdy Bartłomiej Ziemak znalazł się w dogodnej sytuacji. Jednak młody łomżanin zbyt długo zwlekał z oddaniem strzału dzięki czemu z interwencją zdążyli obrońcy i wybili mu piłkę spod nóg.

Nie mający nic do stracenia Mazur ruszył do jeszcze śmielszych ataków, ale długo realnie nie potrafili zagrozić „ełkaesiakom”. Dopiero w 65 min. swoimi umiejętnościami musiał wykazać się Krystian Kalinowski, który przeniósł nad poprzeczkę groźny strzał jednego z przyjezdnych.

9 min. później odpowiedział ŁKS, a konkretnie Demianiuk, który po 40-metrowym rajdzie znalazł się w dogodnej pozycji, ale jego strzał o centymetry minął dalszy słupek bramki Mazura. A jak wiadomo „niewykorzystane okazje lubią się mścić”. I w 80 min. przekonali się o tym gospodarze. Z lewej strony pola karnego faulowany był jeden z ełczan. Do zagranej płasko na krótki słupek futbolówki dopadł Mariusz Łapiński i zmusił do kapitulacji Kalinowskiego.

Odpowiedź ŁKS-u mogła przyjść niecałe 120 sek. później. Znowu piłkę wyprowadził Demianiuk, dograł do Ziemaka, a ten … ponownie wdał się w drybling i ostatecznie stracił piłkę.

Ale w 89 min. kibice po raz trzeci tego dnia wznieśli ręce z radości. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Melao zgrał piłkę na długi słupek, gdzie najwyżej wyskoczył Demianiuk i skierował futbolówkę do siatki.

– Dla mnie najważniejsze jest to, żeby moje trafienia dawały nam punkty – podkreśla Cezary Demianiuk. – Z Legionovią mój gol nic nie dał. A dzisiaj cieszę się, że pomogłem i zdobyłem bramkę na 2:1. Chociaż mogło być ich więcej. W pierwszej połowie sędzia ewidentnie się pomylił bo powiedział, że „Loczek” (Michał Tarnowski, przyp. red.) ręką dotknął. A to nie miało miejsca i po prostu okradł mnie z bramki. Szkoda, bo miałbym dwie bramki. Ale liczy się wygrana – kończy napastnik.

A zwycięstwo było jeszcze okazalsze. W doliczonym czasie gry Demianiuk wyprowadził kolejną kontrę, dograł do wbiegającego Patryka Kostyka, który spokojnym strzałem umieścił piłkę w bramce. To pierwsze trafienie w barwach ŁKS-u młodego zawodnika.

– Bardzo fajne uczucie i dziękujemy kibicom, że dzisiaj się zmobilizowali i nas wspierali – podsumował to trafienie Patryk Kostyk. – I przy takiej publiczności miło zdobyć bramkę.

– Dzisiaj wygraliśmy, chociaż też po nerwach – przyznał po spotkaniu trener ŁKS 1926 Łomża Krzysztof Ogrodziński. – Kontrolowaliśmy mecz, a tracimy bramkę po stałym fragmencie, gdzie zawodnicy mieli być inaczej ustawieni. Ale ktoś coś zmienił i to spowodowało zamieszanie. Zrealizowaliśmy jednak to co sobie założyliśmy: duża ilość stałych fragmentów gry po których zdobyliśmy bramki i wygraliśmy.

– Mogliście sobie szybciej zapewnić zwycięstwo. Mieliście bowiem kilka dogodnych okazji. Mówię zwłaszcza o sytuacji Cezarego Demianiuka z 74 min. – pytamy szkoleniowca.

– Mogliśmy szybciej ułożyć mecz, a Czarek wykonał super robotę. Zabrakło gdzieś 10 cm. Większe pretensje mam jednak do Ziemaka, który jakby uderzył z pierwszej piłki to zapewne padłaby bramka i byłoby już pozamiatane. I miał takie dwie sytuacje. Michał Tarnowski też mógł uderzyć z 16-18 m. Ale zaczął coś kombinować. A tutaj trzeba szybko podjąć decyzję i dać sobie szansę zdobycia bramki.

ŁKS 1926 Łomża – Mazur Ełk 3:1 (1:0)

Bramki: 1:0 – Rakowski 31, 1:1 – Łapiński 80, 2:1 – Demianiuk 89, Kostyk 90

ŁKS: Kalinowski – Gałązka, Melao, Wasiulewski, Rakowski – Ziemak (86 Mocarski), Wardzyński (72 Zalewski), Rydzewski, Tarnowski (90 Cychol), Maćkowski (79 Kostyk) – Demianiuk.

źródło: https://naszsport.info/wiadomosci/pokaz/556,lomza-zabojcza-koncowka-lks-1926