Wiadomości

ŁKS bez przełamania

Przed własną publicznością prowadzony przez Roberta Speichlera zespół ŁKS 1926 Łomża 0:3 uległ Zniczowi Biała Piska. Dla „ełkaesiaków” to druga porażka i w takim samym stosunku z zespołem z województwa warmińsko-mazurskiego.

w pierwszej jedenastce znalazło się aż sześciu młodzieżowców, w tym czterech juniorów: Hubert Cendrowski, Dawid Pastorczyk, Michał Tarnowski, Bartłomiej Ziemak, Przemysław Modzelewski i Łukasz Korzeniecki. Dwóch pierwszych w obronie zastąpiło dotychczasowe filary defensywy ŁKS-u: Pawła Wasiulewskiego i Konrada Kamienowskiego, którzy leczą kontuzje. W kadrze meczowej zabrakło także zmagającego się z urazem pleców Jakuba Jakimiuka.

– Krótko mówiąc przegraliśmy z doświadczeniem – przyznał po meczu Robert Speichler, trener ŁKS 1926 Łomża. – Bramki, które traciliśmy po stałych fragmentach gry, padały po indywidualnych błędach w ustawieniu.

Pierwszy błąd defensywa ŁKS-u popełniła w 2 min., gdy nie upilnowała Michała Kossyka, który dobił wybronioną przez Pawła Lipca piłkę dośrodkowaną z rzutu wolnego. Goście natychmiast ruszyli z kolejnymi atakami, ale ich strzały bronił golkiper ŁKS-u.

Gospodarze odpowiedzieli po 10 min. spotkania, kiedy to Tomasz Brzozowski prostopadłym podaniem uruchomił Michała Twardowskiego. Ten wbiegł w pole karne, ale został zablokowany przez obrońców Znicza. Od tego momentu gra wyrównała się, a częściej przy piłce byli gospodarze. Jednak łomżanie
nie potrafili realnie zagrozić bramce gości z ich wysiłków niewiele wynikało.

– Przede wszystkim brakowało szybkości podejmowania mądrych decyzji – przyznał Speichler. – Brakowało strzału lub podania, a w decydujących momentach zbyt długo się zastanawialiśmy i stąd brakowało tych klarownych sytuacji. I szkoda, że ten strzał Tomka Brzozowskiego przy stanie 0:1 nie wpadł w pierwszej połowie. I gdyby to wpadło to mogłoby być inaczej – dodaje.

Wspomniany strzał popularnej „Brzozy” miał miejsce w 40 min.. Wtedy Brzozowskiego w polu karnym długim podaniem obsłużył Bartłomiej Ziemak. Skrzydłowy ŁKS przyjął sobie piłkę na klatką piersiową i uderzył z 12 m z półwoleja. Niestety, strzał o dobry metr minął bramkę Znicza. 180 sek. później
goście prowadzili już 2:0, a bramkę zdobył Paweł Adamiec.

W drugiej połowie łomżanie, choć walczyli i atakowali, ale nie potrafili realnie zagrozić bramce przyjezdnych. A ci wyprowadzali kolejne ataki, po których w bramce jak w ukropie musiał uwijać się Lipiec. Ale tylko raz, w 64 min., golkiper ŁKS-u został zmuszony do kapitulacji. A konkretnie zrobił to Karol Kosiński.

– Jeżeli chodzi o samą grę, przede wszystkim w pierwszej połowie, to jestem zadowolony gdyż chłopaki grali, próbowali stwarzać sytuacje, próbowali utrzymywać się przy piłce- podsumował mecz Robert Speichler. – Było też sporo tej pozytywnej agresji na boisku. A te dwie bramki zdobyte przed przerwą przez przeciwnika dały mu większą pewność siebie. My próbowaliśmy grać. Cóż. Głowa do góry. Chłopacy nie mogą się załamywać, bo przyszłość jest dla nich – kończy szkoleniowiec.

ŁKS 1926 Łomża – Znicz Biała Piska 0:3 (0:2)

Bramki: 0:1 – Kossyk 2, 0:2 – Adamiec 43, 0:3 – Karol Kosiński 64′

ŁKS: Lipiec – Ziemak, Pastorczyk, Melao, Cendrowski – Modzelewski (68 Łazarczyk), Kacprzyk (83 Mocarski), Korzeniecki (75 Zalewski), Brzozowski – Sadowski, Tarnowski

Żółte kartki: Korzeniecki, Tarnowski (ŁKS) – Fiedorowicz (Znicz)

źródło: naszsport.info