Derby bez rozstrzygnięcia

Dużo boiskowej walki, kontrowersyjne decyzje sędziego i dwa gole. Kibice zgromadzeni przy Zjeździe obejrzeli w sobotnie popołudnie emocjonujący mecz zakończony podziałem punktów. W roli głównej wystąpili obaj bramkarze.
Ten mecz miał być dla piłkarzy ŁKS-u podreperowaniem morale, po porażce 0:2 sprzed tygodnia z Ząbkowią Ząbki. Bo gdzie nie wygrywać jak na własnym stadionie, przed własną widownią. Przeciwnikiem Wigry Suwałki, czyli zespół po przebudowie, ze zmianą koncepcji, prowadzony przez nowego „starego” trenera, który w Suwałkach już raz klocki dobrze spasował. Do tego derby, które zawsze rządzą się swoimi prawami. Podsumowując, spodziewano się trudnego meczu… i taki był.
Pierwsza połowa piłkarsko nie zachwyciła, a żadna z drużyn nie osiągnęła wyraźnej przewagi. Wigry największe zagrożenie stwarzały po prostopadłych podaniach, często z pominięciem linii pomocy, a ŁKS starał się cierpliwie budować akcje w ataku pozycyjnym. Tradycyjnie, z obrońcami fizyczną walkę toczył Antkowiak, a po drugiej stronie, to na prawym to na lewym skrzydle szarpać starał się Fronczak. Pierwsze poważniejsze zagrożenia bramek miały miejsce dopiero po pół godzinie gry. Najpierw w 32. minucie prostopadłe podanie dotarło do Matusa, ten „nawinął” Pindora, ale uderzył nad poprzeczką. ŁKS odpowiedział chwilę później, kiedy to wyrzut z autu Kosakiewicza przedłużył Zieleniecki, a zamykający akcję Kluska mocno strzelił głową. Tylko fenomenalnej paradzie Taudula zawdzięczały Wigry brak straty gola. W tej samej akcji piłka jeszcze raz powędrowała w pole karne, ale strzał Witasika ponownie odbił bramkarz. To był znak, że golkiper Wigier jest dziś świetnie dysponowany. Kolejne interwencje szybko to potwierdziły. Pewna gra na przedpolu, dobre ustawienie, a do tego refleks i szczęście, które jest przyjacielem każdego dobrego bramkarza. Pierwszą połowę zakończyło atomowe uderzenie Chorosińskiego, który zamykał akcję po centrze z prawej flanki, ale młodzian huknął w środek bramki i Taudul instynktownie obronił.
Ostatni kwadrans przed przerwą, grany wyraźnie pod dyktando gospodarzy, dawał nadzieję, że gole w Łomży jednak padną. Pierwsze minuty drugiej połowy to kilka groźnych akcji gości. W 51. minucie po stracie Zielenieckiego przy wyprowadzaniu piłki, Wigry ruszyły na bramkę Olszewskiego 2 na 2, ale finalnie niecelnie uderzał Fronczak. Ten sam zawodnik chwilę później zakończył kontrę strzałem prosto w Olszewskiego.
ŁKS wszedł w II połowę niemrawo. Antkowiak sprawiał wrażenie rozkojarzonego. Popełniał proste błędy techniczne w przyjęciu piłki lub prowadzeniu jej przy nodze. Poświęcał dużo sił w walce z obrońcami, kiedy jednak udało mu się dobrze zastawić i opanować piłkę, podawał niedokładnie Potrzebował bramkowego przełamania, ale też wsparcia kolegów przednich formacji. Tymczasem nie był to dzień ani Zycha, który raz za razem nieudanie dryblował, ani Sauczka. Widząc niemoc w ataku trener Sasal desygnował do gry Dzięgielewskiego, który zastąpił Zycha i była to zmiana na lepsze.
W 63. minucie popisową akcję przeprowadzili młodzieżowcy ŁKS-u. Gołoś podciął piłkę nad głowami obrońców do wybiegającego na wolne pole Chorosińskiego. Ten wpadł w szesnastkę i kiedy miał dogrywać został zaatakowany wślizgiem przez obrońcę. Wydawało się, że Berezianskyj trafił w piłkę, ale sędzia zdecydowanym ruchem wskazał na rzut karny. Piłkarze Wigier energicznie ruszyli w stronę arbitra, ale ten decyzji nie zmienił. Pewnym egzekutorem jedenastki był Antkowiak. Strzelił w prawy róg, myląc bramkarza.
Kontrowersyjny rzut karny siedział w głowie arbitra, który szybko postanowił oddać go gościom. Kilka minut po golu Antkowiaka, w olbrzymim zamieszaniu arbiter dopatrzył się zagrania ręką jednego z ełkaesiaków i wskazał „na wapno”. Rzut karny to jednak nie gol, a ŁKS ma w bramce człowieka, który już kilka karnych strzelanych przez piłkarzy Wigier Suwałki obronił (wygrana ŁKS-u w 1/2 finału Okręgowego Pucharu Polski 2024/2025 po rzutach karnych). Do piłki podszedł Witek i uderzył w środek bramki. Olszewski to przewidział, został na linii i zatrzymał piłkę, a stadion oszalał z radości.
Zmarnowana jedenastka nie podłamała Wigier, które parły do przodu, narażając się na skarcenie. ŁKS wielokrotnie mógł podwyższyć prowadzenie, ale za każdym razem na posterunku był Taudul. W 71. minucie centrę Sauczka przedłużył Antkowiak, ale Kosakiewicz fatalnie skiksował, niemal podając do bramkarza. 30 sekund później kontrę kończył strzałem Sauczek, ale bramkarz Wigier widowiskowo obronił. W 75. minucie długie podanie do Dzięgielewskiego, który zabrał się z piłką i kropnął na bramkę ile sił w nogach, ale i tym razem Taudul nie pozwolił futbolówce wpaść do siatki. Obrona była bardzo widowiskowa, a kibice łapali się za głowy z niedowierzania.
Niewykorzystane okazje zemściły się w 83. minucie. Matus został zahaczony przez Witasika i sędzia trzeci raz w tym meczu podyktował rzut karny. Tym razem dyskusji o słuszności decyzji mowy być nie mogło, bo był to ewidentny faul obrońcy ŁKS. Odpowiedzialność wziął na siebie Święty i uderzył nie do obrony, w samo okienko. Więcej goli nie padło i derby zakończyły się podziałem punktów, z którego cieszą się w Suwałkach. Dla ŁKS-u to rozczarowujący wynik.
ŁKS Łomża – Wigry Suwałki 1:1 (0:0)
63’ (k.) Antkowiak – 83’ (k.) Święty
Składy:
ŁKS Łomża: A. Olszewski – Witasik, Zieleniecki, Gołoś, Pindor (72’ Karmański), Kosakiewicz, Kluska, Chorosiński (87’ Lesicki), Zych (59’ Dzięgielewski), Sauczek (72’ B. Olszewski), Antkowiak.
Wigry Suwałki: Taudul -Głowicki, Berezianskyj, Magnuszewski, Witek, Kwiatkowski, Gużewski, Matus (86′ Modzelewski), Święty, Fronczak (72′ Zagórski), Bębenek (90+4′ Pajnowski).
Żółte kartki: Kosakiewicz – Święty, Magnuszewski.