Głowy do góry!

ŁKS zakończył rozgrywki Pucharu Polski na 1/32, przegrywając 0:2 z Odrą Opole. Odpadł jednak w stylu, którego absolutnie nie powinien się wstydzić. To był bardzo dobry mecz podopiecznych Marcina Sasala, co jednoznacznie potwierdzają pomeczowe wypowiedzi piłkarzy obu drużyn.
W pucharowym meczu w Łomży w bramce Odry wystąpił 30-letni Artur Haluch, który bramkarskiego rzemiosła uczył się w szkółce Legii Warszawa. W trwającym sezonie w I lidze stanął między słupkami tylko raz, na inaugurację, w przegranym gładko 0:3 wyjazdowym meczu z Chrobrym Głogów. Przeciwko ŁKS-owi był jednak bardzo pewnym punktem drużyny. Kilkakrotnie, widowiskowymi paradami ratował swój zespół. Tak było m.in. w przypadku strzałów Antkowiaka, Sauczka, czy uderzeniu z rzutu wolnego Bartłomieja Olszewskiego. Mimo dość pewnej wygranej, bramkarz Odry był zaskoczony postawą gospodarzy:
– Na szczęście mecz się dla nas bardzo dobrze ułożył. Szybko strzeliliśmy dwie bramki i mieliśmy spokojną głowę jeśli chodzi o wynik, choć nie kontrolowaliśmy gry. Drużyna z Łomży zaprezentowała się bardzo dobrze. Długimi fragmentami byli po prostu lepsi i stworzyli więcej sytuacji od nas. My graliśmy dziś mądrze w obronie i to pozwoliło wygrać i awansować do kolejnej rundy. Macie tu w Łomży bardzo fajną, silną drużynę i z taką grą możecie poważnie myśleć o awansie wyżej, czego ŁKS-owi życzę – szczerze odpowiedział Haluch.
Zapytany o wymarzonego przeciwnika w kolejnej rundzie Pucharu Polski, nie miał wątpliwości. – Bardzo chciałbym zagrać z Legią Warszawa. Jestem wychowankiem tego klubu i to jest moje marzenie.
Z jednej strony uśmiechnięty bramkarz Odry, a z drugiej strony smutny i poobijany Hubert Antkowiak. Mimo porażki napastnik ŁKS-u pucharowe starcie z Odrą może z czystym sumieniem zaliczyć do udanych. Nie strzelił co prawda gola, ale był jednym z najlepszych na boisku. Dużo biegał, pressował i walczył w powietrzu. To po faulach na Antkowiaku, ŁKS miał okazje do uderzeń i dośrodkowań w pole karne. Toczył zażartą walkę z obrońcami, najczęściej z bardzo twardo grającym Cassio, o czym dobitnie świadczyła przesiąknięta krwią getra na wysokości kostki. Trzeba pamiętać, że Brazylijczyk do niedawna był wyróżniającym się piłkarzem Pogoni Siedlce, której mocno pomógł w utrzymaniu się w I lidze. Odra zapłaciła za niego aż 350 tys. złotych (według nieoficjalnych doniesień), co na pierwszoligowe realia jest ogromną kwotą. Antkowiak większość starć z Cassio wygrywał. Albo strącał piłkę głową, albo dobrze się zastawiał i celnie odgrywał. Bezradny stoper często zmuszony był faulować Huberta.
– Postawiliśmy się. Na tle pierwszoligowca potrafiliśmy grać w piłkę, często spychając Odrę do głębokiej defensywy. Mieliśmy też dobre okazję do zdobycia goli, ale bramkarz rywali wyprawiał cuda i bronił nawet wtedy kiedy piłka leciała w „okienko”. Było dużo twardej gry. Brazylijski obrońca często atakował mnie z myślą o faulu, a nie odebraniu piłki, przez co mieliśmy stałe fragmenty. Nasze wychodzenie spod ich pressingu też było dobre – no gorąco komentował boiskowe wydarzenia Hubert Antkowiak.
Czy gra obronna pierwszoligowca zrobiła na Antkowiaku wrażenie? – Różnica była spora. Głównie jeśli chodzi o siłę i szybkość. W III lidze jest dużo więcej miejsca i przestrzeni. Dziś tych przestrzeni nie mieliśmy, przez co nie mogliśmy zagrać na 2-3-4 kontakty. Obrona Odry pozwalała nam na maksymalnie 1-2 szybkie podania, a jeśli próbowaliśmy zrobić coś więcej to od razu faulowali, zatrzymując akcję. Uważam, że mimo wszystko dobrze sobie z taką grą rywala radziliśmy – ocenił napastnik.
Kibice opuszczający stadion z uznaniem mówili o grze. Choć ŁKS przegrał to zostawił po sobie bardzo dobre wrażenie. Jeśli to co widzieliśmy w Pucharze Polski zostanie przełożone na mecze ligowe, to o wyniki powinniśmy być spokojni. W środę przegraliśmy, ale głowy do góry! To był bardzo dobry mecz ŁKS-u!