Przełamania nie było. ŁKS zremisował z Lechią

W Tomaszowie Mazowieckim nie udało się przełamać i wrócić na zwycięską ścieżkę. Po nerwowym meczu ŁKS tylko zremisował z Lechią 1:1. Na gola Antkowiaka odpowiedział Tkaczyk.

Postawa piłkarzy ŁKS-u w pucharowej potyczce z Odrą Opole wlała w serca kibiców wiarę w lepsze jutro i szybki powrót do ligowego wygrywania. Podopieczni trenera Sasala wzięli to do siebie i rozpoczęli sobotni mecz zdecydowanie, będąc w pierwszej połowie zespołem lepszym od gospodarzy. Żadnej z wypracowanych okazji bramkowych nie udało się jednak zamienić na gola, a tych nie brakowało. Już chwilę po pierwszym gwizdku sędziego, po rzucie rożnym niecelnie główkował Antkowiak. Minął kwadrans i po szybkiej wymianie podań Sauczek odnalazł przed bramką Chorosińskiego, ale młodzieżowiec zmarnował świetną szansę. Jeszcze lepsza okazja na otwarcie wyniku pojawiła się w 17. minucie. Antkowiak popracował w polu karnym i został nieprawidłowo zatrzymany przez obrońcę. W świecie piłkarskim istnieje przekonanie, że zawodnik, który wypracował rzut karny nie powinien go strzelać i niestety znalazło to potwierdzenie w sobotnie popołudnie. Mimo iż piłkę w rękach miał Sauczek to oddał ją Antkowiakowi, a ten zmarnował jedenastkę – bramkarz obronił.

Niewykorzystany rzut karny lekko podłamał ełkaesiaków. ŁKS nie atakował już z takim przekonaniem. Swoją szansę zwietrzyła Lechia. Przed przerwą Adrian Olszewski popisał się dwiema klasowymi interwencjami. Najpierw zatrzymał piłkę zmierzającą w górny róg, a następnie błysnął refleksem po rykoszecie od jednego z naszych obrońców. ŁKS w tym okresie odpowiedział szybką akcją, którą zamykał Dzięgielewski, ale strzał ofensywnego pomocnika w ostatniej chwili zablokowali obrońcy.

W drugiej połowie Lechia wyciągnęła wnioski i przegrupowała się taktycznie. Zanim jednak zmiany przyniosły skutek, ŁKS otworzył wynik. Była 50. minuta. Oskrzydlająca akcja Dzięgielewskiego, który precyzyjnie dośrodkował na głowę Antkowiaka, a ten pokonał Żyłę. Dla naszego snajpera był to pierwszy, od pięciu kolejek, gol strzelony z gry. Była to też „rehabilitacja” za zmarnowany rzut karny z pierwszej połowy.

ŁKS mógł szybko podwyższyć wynik. Trzy minuty po zdobytym golu w zamieszaniu podbramkowym uderzał Kluska, ale jeden z obrońców stanął na linii strzału. Nasi piłkarze rzucili się do arbitra, domagając się podyktowania jedenastki za rzekome zagranie ręką, ale gwizdek milczał. Chwilę później po centrze Kosakiewicza niecelnie strzelił Dzięgielewski. To samo zrobił Sauczek.

Lechia też miała swoje szanse i trzeba obiektywnie zauważyć, że w drugiej połowie poprawiła swoją grę. Wyrównanie przyszło w 71. minucie. Kombinacyjną akcję gospodarzy zakończył mierzonym strzałem z linii pola karnego Tkaczyk. Więcej goli w tym spotkaniu nie padło, choć jedni i drudzy mieli jeszcze swoje szanse.

Sędzia sobotniego meczu nie żałował piłkarzom kartek. Łącznie pokazał aż 9 żółtych, a do tego 2 czerwone dla członków sztabów szkoleniowych. Dla Kierownika drużyny ŁKS-u Waldemara Antolaka była to pierwsza czerwona kartka w długiej historii pracy w klubie.

Lechia Tomaszów Mazowiecki – ŁKS Łomża 1:1 (0:0)

71′ Tkaczyk – 50’ Antkowiak

Składy:

Lechia Tomaszów Mazowiecki: Żyła – Rosiński, Orzechowski, Dunajski, Kępa (90′ Krakowiak), Becht, Chwałowski (83′ Kaproń), Kolasa, Rybicki (90′ Kempski), Tkaczyk, Szymczak (58′ Pieńkowski).

ŁKS Łomża: A. Olszewski  – Witasik, Zieleniecki, Gołoś, Pindor (62 Karmański), Kosakiewicz, Kluska (79’ B. Olszewski), Chorosiński (45’ Lesicki), Dzięgielewski, Sauczek, Antkowiak.

Żółte kartki: Szymczak, Kolasa, Kaproń, Kempski – A. Olszewski, Pindor, Antkowiak, Karmański, Sasal.

Czerwone kartki: Giełzak (asystent trenera) – Antolak (kierownik drużyny).

Sędzia: Hubert Zięba (Pińczów).

Dodaj komentarz

×