Bełchatów wzorowo wypunktowany!

Koncertowa gra w pierwszej połowie i niezwykle rozważna w drugiej. Podopieczni Marcina Sasala wystąpili w Bełchatowie w roli srogiego nauczyciela i bezlitośnie wypunktowali gospodarzy. Skończyło się zwycięstwem 4:1. Do siatki trafiali Dzięgielewski, Sauczek i dwukrotnie Antkowiak.

W deszczowe, niedzielne popołudnie, na stadionie przy ul. Sportowej w Bełchatowie rozbrzmiewało gromkie „Wygraj, Wygraj ten mecz, niech się niesie zwycięstwa pieśń”. To łomżyńscy fani zagrzewali do walki swoich piłkarzy. Przejechali z Łomży przeszło 300 km, ale z pewnością nie żałowali, bo takie połowy jak ta dzisiaj, chcielibyśmy oglądać częściej. ŁKS zdominował rywala i szybko wybił gospodarzom z głowy plany na osiągnięcie korzystnego wyniku. Zdecydowany doskok do zawodnika mającego piłkę, coraz lepiej funkcjonujący zespołowy pressing, przechwyt, a następnie długie budowanie ataków z poszanowaniem piłki. Gospodarze mieli problemy z wymianą kilku dokładnych podań w środku boiska, postanowili zatem grać długą piłką, za linię łomżyńskiej defensywy. ŁKS był jednak na to przygotowany.

W pierwszym kwadransie uderzeniami z dystansu młodego bramkarza gospodarzy starali się zaskoczyć Dzięgielewski i Kluska. Pomysł był dobry, bo w Bełchatowie od kilku godzin padał deszcz, co sprzyjało bramkarskim błędom. 15-letni Wiśniewski spisywał się jednak dobrze i nawet jeśli bronił „na raty” to wychodził z opresji obronną ręką… do czasu.

Strzelanie rozpoczęło się w 26. minucie. Chorosiński świetnie odnalazł wbiegającego na bliższy słupek Dzięgielewskiego. Dogranie z lewej flanki i mocny strzał głową, po którym piłka odbiła się jeszcze od poprzeczki i wpadła do siatki. ŁKS dostał to na co pracował od początku, ale nie osiadł na laurach. Gospodarze jeszcze nie ochłonęli po stracie gola, a musieli pogodzić się ze stratą kolejnego. Ponownie w roli głównej wystąpił bardzo aktywny tego dnia Chorosiński. Odważnie wbiegł w pole karne i został sfaulowany przez Napolova. Jedenastkę po profesorsku wykorzystał Antkowiak, strzelając nie do obrony, tuż przy lewym słupku. ŁKS grał koncertowo. Minęła chwila i tablica świetlna w Bełchatowie pokazywała 0:3. Sauczek płasko uderzył sprzed pola karnego i mógł rozłożyć szeroko ręce w geście radości. Młody Wiśniewski w tej sytuacji mógł się zachować lepiej.

W końcowych minutach I połowy obie drużyny miały jeszcze po jednej świetnej okazji. Po długim podaniu od Witasika, sam przed bramkarzem stanął Sauczek, ale przegrał ten pojedynek. Po drugiej stronie Wysiński uprzedził Gołosia i popędził lewym skrzydłem, ale w sytuacji oko w oko z Olszewskim, trafił tylko w słupek.

Po przerwie gospodarze nie mieli nic do stracenia. W szatni Brunatni odbyli zapewne „męską rozmowę”, bo drugie 45 minut było w ich wykonaniu dużo lepsze. Sporo ożywienia wniósł wprowadzony z ławki Pytlewski, ale nie miał wystarczającego wsparcia u kolegów. W 59. minucie w serca fanów GKS-u wróciła nadzieja. Ładną akcję całego zespołu sfinalizował mocnym uderzeniem Wysiński. Defensywa ŁKS-u była w tej sytuacji źle ustawiona, a gospodarze zrobili użytek z dużych odległości między naszymi obrońcami. Był to jeden z nielicznych poważnych błędów ełkaesiaków w tym meczu.

Bełchatów podkręcił tempo, ale nie mógł narzucić swojego stylu gry. ŁKS nadal był groźny. W 61. minucie pozostawiony bez opieki Sauczek, kropnął prosto w bramkarza, a siedem minut później Antkowiak czubkiem buta tracił piłkę w kierunku bramki, ta jednak trafiła w nogi wybiegającego golkipera. Gospodarze zmarnowali jedną wyborną okazję. Doświadczony Wroński, dość niespodziewanie, znalazł się z piłką na 12. metrze, ale uderzył wysoko nad poprzeczką.

Końcowe 20 minut to rwana gra z obu stron. Sędzia zmuszony był dwukrotnie przerwać mecz. Powodem były pirotechniczne pokazy kibiców gospodarzy. Bramkowe okazje przyniósł dopiero doliczony czas. Indywidualną akcją, swoją obecność na boisku zaznaczył Ricardo Gonçalves do Nascimento. Rezerwowy ładnie opanował piłkę, wbiegł przed pole karne ŁKS-u i podał na lewą stronę do Popławskiego. Gdyby nie Olszewski ostatnie kilka minut byłoby horrorem. Tymczasem kiedy wszyscy czekali już na końcowy gwizdek biało-czerwoni przeprowadzili ostatnią akcję. Debiutujący w pierwszej drużynie Kijek odnalazł Antkowiaka, a ten strzałem w długi róg skompletował dublet. Dzięki dwóm golom strzelonym w Bełchatowie Hubert został samodzielnym liderem klasyfikacji najlepszego strzelca ligi.

Nikt nie odpuszcza. W 15. kolejce wszystkie drużyny z ligowej czołówki zgodnie wygrały i zmiany na górze nie zaszły. ŁKS jest na fali wznoszącej, a gra podopiecznych Marcina Sasala cieszy oko. Pokazał to środowy mecz z Legią II i dzisiejszy w Bełchatowie. Jesień zapowiada się zatem pasjonująco.

PGE GiEK GKS Bełchatów – ŁKS Łomża 1:4 (0:3)

59’ Wysiński – 26’ Dzięgielewski, 29’(k.), 90+5′ Antkowiak, 35’ Sauczek

Składy:

PGE GiEK GKS Bełchatów: Wiśniewski – Sarnik, Bartosiński, Bogacz, Szymorek, Dębiński, Napolov, Wysiński (66′ Ricardo Gonçalves), Kasprzycki (45′ Pytlewski), Wroński (78′ Paduk), Popławski.

ŁKS Łomża: A. Olszewski – B. Olszewski, Witasik, Gołoś, Karmański, Kosakiewicz, Kluska (80′ Pindor), Chorosiński (74’ Openchowski), Dzięgielewski (80′ Zych), Sauczek (90+4′ Kijek), Antkowiak.

Żółte kartki: Chorosiński – Dębiński, Wroński, Pytlewski, Bartosiński.

Sędzia: Piotr Chojnacki (Szreńsk).

Dodaj komentarz

×