Podsumowanie rundy z kapitanem ŁKS-u Adrianem Olszewskim

Piłkarska jesień już za nami. W dziewiętnastu dotychczas rozegranych ligowych spotkaniach zawodnicy Łomżyńskiego Klubu Sportowego wywalczyli 40 punktów, co plasuje ich na trzeciej pozycji. Walka o czołowe miejsca dające bezpośredni awans i grę w barażach wciąż trwa. Okazją do podsumowania zmagań była rozmowa z kapitanem biało-czerwonych Adrianem Olszewskim.

SCH: Czterdzieści punktów w dziewiętnastu ligowych spotkaniach. Czy mogło być lepiej?

AO: Czterdzieści punktów uważam za bardzo dobry wynik. Patrząc przez pryzmat ubiegłego roku, kiedy tych punktów było o kilka mniej, widać wyraźny progres. To naprawdę solidny rezultat — i to nie tylko w mojej ocenie, ale również w odczuciu całej drużyny. Oczywiście zawsze może być lepiej i nie jest to wynik ponad stan, jednak z pewnością doceniamy tę zdobycz punktową.

Nie bez znaczenia dla formy Łomżyńskiego Klubu Sportowego była również Twoja postawa w bramce biało-czerwonych. Osiem czystych kont to jest coś, obok czego nie można przejść obojętnie. Jak oceniasz swoje występy?

Jeżeli chodzi o postawę w bramce, to na pewno jestem zadowolony ze swoich meczów i z tego, jak prezentowałem się przez całą rundę. Uważam, że forma była równa i dobra, a czyste konta pokazują, że praca, którą wykonywaliśmy z trenerem Andrzejem na treningach, realnie przekładała się na boisko. Wprowadzaliśmy sporo nowych elementów i myślę, że ta forma była naprawdę optymalna.

Gramy teraz trochę inaczej niż w poprzednim sezonie, więc również moja gra musi wyglądać inaczej. Musimy grać wyżej i odważniej, co automatycznie wiąże się z większym ryzykiem błędu. W każdym meczu utrzymywałem jednak dobrą koncentrację i z każdego spotkania mogę wyciągnąć wiele udanych interwencji czy zagrań, które budują pewność siebie i pomagają drużynie.

Podsumowując rundę, jestem zadowolony ze swojej dyspozycji. Osiem czystych kont to także fajny sygnał i dowód na to, że przyczyniłem się do końcowego dorobku punktowego zespołu. 

Mówiąc o innych indywidualnych wyróżnieniach, klasyfikacji strzelców trzeciej ligi grupy pierwszej przewodzi Hubert Antkowiak. Co więcej, szesnaście bramek to najlepszy wynik z uwzględnieniem wszystkich trzecioligowych rozgrywek. Jak Twoim zdaniem postawa Antka wpływa na ofensywną dyspozycję naszej drużyny?

Jeżeli chodzi o Huberta Antkowiaka, to wystarczy spojrzeć na jego liczby. One od razu pokazują jaki wpływ ma na naszą ofensywę i na dorobek punktowy całej drużyny. Widać wyraźnie, jak mocnym i jak wartościowym zawodnikiem jest Hubert — to naprawdę nieoceniony skarb, jeśli chodzi o zdobywanie bramek. Zawsze znajduje się tam, gdzie powinien.

A nawet jeśli odłożymy liczby na bok i spojrzymy wyłącznie na jego grę, to trzeba powiedzieć jasno, że w dużej mierze opieramy się na jego walorach fizycznych. Możemy do niego zagrać piłkę, a on ją przytrzyma, zgra albo przedłuży. Hubert jest po prostu bardzo dobrym zawodnikiem i wykorzystujemy jego atuty maksymalnie, bo przynosi nam to wymierne korzyści.

Wydaje mi się również, że on sam świetnie czuje się w tym systemie, a potwierdzają to jego statystyki. Cieszymy się, że mamy takiego piłkarza. Trzeba jednak podkreślić, że przy tych wszystkich bramkach były też asysty — cała drużyna ciężko pracowała na to, by Hubert mógł osiągnąć tak dobre liczby.

Których rozstrzygnięć, Wam jako drużynie, żal najbardziej?

Myślę, że były mecze, w których zabrakło nam trochę szczęścia albo drobne błędy sprawiły, że wynik nie przechylił się na naszą korzyść. W ogólnym rozrachunku jednak suma szczęścia i pecha w tej rundzie wyszła na zero. Były przecież spotkania, w których przeciwnicy mieli stuprocentowe sytuacje, a my wychodziliśmy z nich obronną ręką i punkty zostawały u nas.

Nie patrzę więc na tę rundę pod kątem szczęścia czy pecha, choć oczywiście uważam, że kilka rzeczy można poprawić. Z kilku meczów da się wyciągnąć naprawdę wartościowe wnioski i zimą na pewno będziemy nad tym pracować.

Wierzę, że druga runda będzie już zupełnie inna. Oprócz piłkarskiej mądrości i umiejętności będą decydowały także walory motoryczne i przede wszystkim nasze doświadczenie. Ono powinno sprawić, że tego „piłkarskiego szczęścia” będziemy mieć po prostu więcej. 

Siedem punktów straty do Legii II Warszawa i jeden do mającej jedno zaległe spotkanie Warty Sieradz. Czy półmetek ligowych zmagań w jakikolwiek sposób wpłynie na rewizję celów postawionych przed drużyną na początku trwającego sezonu?

Strata może wydawać się duża, ale w żaden sposób nie wpływa to na cele, które zostały przed nami postawione. W drugiej rundzie kluczowe będzie to, aby z drużynami bezpośrednio walczącymi z nami o awans czy o miejsce barażowe osiągnąć lepszy bilans meczów bezpośrednich — to będzie najważniejszy element.

Myślę, że druga runda będzie już trochę inna. W każdym meczu gramy o trzy punkty, niezależnie od tego, jaka jest strata. Trzeba jednak pamiętać, że są również zespoły, które będą nas gonić i mają swoje ambicje na tę rundę i na cały sezon.

Ta liga, dzięki systemowi baraży, jest dużo bardziej wyrównana i emocjonująca, dlatego walka będzie trwała do samego końca.

W trakcie rundy jesiennej musieliśmy zmagać się z większymi bądź mniejszymi urazami kluczowych zawodników ŁKS-u Łomża. Przez pewien czas trener Marcin Sasal nie mógł skorzystać z usług m.in. Patryka Zycha, Kamila Niewiadomskiego. Obecnie czekamy na powrót Bartłomieja Olszewskiego i Dawida Dzięgielewskiego. Jak Twoim zdaniem wpłynęło to na waszą dyspozycję w kluczowych spotkaniach?

Odnosząc się do naszej kadry, to na pewno nie można mówić o wielkim bogactwie, ale uważam, że pierwsze mecze bardzo wyraźnie pokazywały, jak mocni jesteśmy, kiedy omijają nas kontuzje. Wówczas w każdym spotkaniu trener miał do dyspozycji pięć zmian, z czego czterech to byli bardzo doświadczeni zawodnicy, którzy wielokrotnie po wejściu z ławki przesądzali o losach meczu i wnosili ogromną wartość do gry zespołu.

Bartek, Dawid, Patryk czy Kamil Niewiadomski — który jest bardzo dobrym i uniwersalnym zawodnikiem, podobnie jak Bartek Olszewski — wnosili naprawdę dużo jakości. Dawało to trenerowi Sasalowi duży dylemat, bo tak naprawdę cała ta czwórka zasługiwała na grę w pierwszym składzie, a mimo to często musieli czekać na swoją szansę. Kiedy jednak wchodzili, pokazywali, jak wartościowymi są piłkarzami.

Oczywiście, kiedy przyszły kontuzje, zaczęło się to na nas odbijać — w niektórych meczach brakowało tych mocnych, jakościowych zmian. Z drugiej strony pozwoliło to naszej młodzieży dostać więcej minut i więcej okazji do gry.

Wiosną przed nami jeszcze wiele spotkań. Dużo się jeszcze może wydarzyć. Czego Twoim zdaniem brakuje naszemu zespołowi, żeby zmniejszyć dystans wobec wyprzedzających nas drużyn?

Dokładnie. Wiosną czeka nas sporo spotkań. Myślę, że duży wpływ na ich przebieg będzie miała po prostu nasza dobra gra, ale również skuteczność, bo w każdym meczu potrafimy stworzyć sobie wiele sytuacji, a czasami właśnie tej skuteczności brakowało.

Kluczowe będą także zmiany. Rola zawodników wchodzących z ławki będzie ogromna. W wielu meczach to właśnie zmiennicy będą musieli wejść, podnieść poziom i realnie pomóc drużynie.

…i czego możemy spodziewać się po Łomżyńskim Klubie Sportowym wiosną?

Rycerzy wiosny!

Co Cię najbardziej zaskoczyło jeśli chodzi o postawę naszych ligowych rywali?

Gra beniaminków. Grali bez kompleksów. Odważni i pewnie siebie. Zasługują na slowa uznania. Warto również wspomnieć o postawie Legii II, szczególnie w drugiej połowie rundy. Złapali bardzo dobra serię, co jest rzadkością w tej lidze.

Jesienią na ligowych i pucharowych boiskach pojawiło się wielu wychowanków biało-czerwonych. Ostatniego w tym roku gola dla ŁKS-u zdobył Mikołaj Tarnacki, dla którego było to drugie trafienie w tej rundzie. Jak oceniasz poczynania naszej łomżyńskiej młodzieży? Kogo warto wyróżnić? 

Dostali bardzo dużo szans. Pokazali, że można ich stopniowo wprowadzać do zespołu. Wyróżniłbym Mikołaja. Bardzo dobry, pracowity i sumienny wychowanek. Jego gole to potwierdzają. 

Co chciałbyś przekazać naszym kibicom?

Kibicom chciałbym podziękować za ich doping praktycznie na każdym meczu. Są naszym dwunastym zawodnikiem. Pokazał to również wyjazd do Łodzi. Nasza gra przy ich głośnym dopingu nabrała wówczas rozpędu. Tego sobie i im sobie życzę – żeby w drugiej rundzie nieśli nas swoim dopingiem – do zwycięstwa w każdym meczu!

Dziękuję za rozmowę

Dodaj komentarz

×