Raz, dwa, trzy… przełamanie w Elblągu

Po dwóch dość niespodziewanych porażkach wreszcie zaświeciło słońce. ŁKS Łomża pojechał na mecz do Elbląga po przełamanie i cel osiągnął, przekonywująco wygrywając 3:0. Wszystkie gole padły po przerwie. Do siatki trafiali Dzięgielewski, Mich i niezawodny Antkowiak.

Pierwsza połowa się odbyła. Niewiele dobrego można o niej napisać. Zarówno ŁKS, jak i Olimpia nie stwarzały zagrożenia. Piłkarze zaciekle walczyli, ale głównie w środku boiska. Grę co chwila przerywał gwizdek arbitra. Raz jeden, raz drugi zawodnik długo leżeli na płycie boiska po ostrych interwencjach rywali. Sędzia zawodów i sztaby medyczne miały zatem dużo pracy. Niestety taki obraz gry przyniósł ofiary. Już w 18. minucie z kontuzją murawę opuścił reżyser gry ŁKS-u Marcin Kluska. W Olimpii tuż przed przerwą urazu doznał Sarnowski i na drugą połowę już nie wyszedł. Gole nie padły. Najbliżej była Olimpia, ale mocny strzał Kordykiewicza minął dalszy słupek bramki strzeżonej tego dnia przez Adriana Olszewskiego.

Druga połowa rozpoczęła się obiecująco. Chwilę po wznowieniu gry sam na sam z bramkarzem stanął Cezary Sauczek, ale piłka minęła bramkę Olimpii, w czym duża zasługa, desperacko, ale skutecznie interweniującego Kołoczka. Kiedy kibice rozpamiętywali jeszcze zmarnowaną okazję, ŁKS niespodziewanie objął prowadzenie. Nic nie zapowiadało tego, że Dawid Dzięgielewski będzie w stanie zaskoczyć bramkarza strzałem z bardzo ostrego kąta, a tymczasem po sprytnym uderzeniu w krótki róg piłka zatrzepotała w sieci.

Olimpia bardzo chciała odpowiedzieć. Tyle, że chcieć nie zawsze znaczy móc. ŁKS nie pozwalał gospodarzom na wiele, trzymając rywala daleko od własnej bramki. W zasadzie, w drugiej połowie nie pozwalał im na nic. Sam za to stwarzał kolejne okazje. Pachniało następnymi golami i te padły.

W 58. minucie bramkarz Olimpii wypiąstkował piłkę przed pole karne, gdzie nadbiegał Marcin Stromecki. Pomocnik ŁKS-u uderzył bez przyjęcia. Strzał nie był mocny, ale lecącą w kierunku bramki piłkę bardzo przytomnie uderzył jeszcze Hubert Mich. Było 2:0. Tym samym stoper, który powrócił do Łomży w przerwie zimowej, jeszcze raz pokazał jak bramkostrzelnym jest obrońcą. Dzieła zniszczenia dopełnił tuż przed końcem regulaminowego czasu gry Hubert Antkowiak. Napastnik wykorzystał prosty błąd obrońcy, który stracił piłkę przed własnym polem karnym. Mocny strzał w długi róg był poza zasięgiem golkipera gospodarzy.

Po bardzo słabej pierwszej połowie kibice mieli prawo zwątpić w pozytywny, końcowy wynik. W drugiej zobaczyli jednak zupełnie inną drużynę, która bezlitośnie wypunktowała przeciwnika. Gdyby jeszcze swoich świetnych okazji nie zmarnowali Sauczek i Klupś, wynik byłby znacznie okazalszy. Nie zmienia to faktu, że w serca kibiców wlana została nadzieja, że jeszcze nie wszystko w tym sezonie stracone. Piłkarze walczą, a dopóki piłka w grze wszystko jest możliwe.

Olimpia Elbląg – ŁKS Łomża 0:3 (0:0)

49′ Dzięgielewski, 58′ Mich, 90’ Antkowiak.

Składy:

Olimpia Elbląg: Wojciechowski – Sarnowski (46′ Winkler), Wierzba, Sznajder, Czernis (59′ Czapliński (72′ Pek)), Młynarczyk, Kołoczek, Kondracki (59′ Karbownik), Krawczyk, Kozera (64′ Laszczyk), Kordykiewicz.

ŁKS Łomża: A. Olszewski – Witasik, Gołoś, Mich, Kosakiewicz (63′ Karmański), B. Olszewski (81′ Lesicki), Stromecki, Kluska (18′ Sauczek), Chorosiński (81′ Pindor), Dzięgielewski (63′ Klupś), Antkowiak.

Żółte kartki: Wierzba, Kordykiewicz (Olimpia) oraz B. Olszewski, Mich, Pindor, Gołoś (ŁKS).

Sędzia: Igor Weiner (Bydgoszcz).

Dodaj komentarz

×