Powrót Króla. Wikielec zdobyty

To był radosny powrót z Mazur. W 28. ligowej kolejce ŁKS Łomża odwrócił losy wyjazdowego meczu z GKS Wikielec i wygrał 2:1. Do składu po pauzie kartkowej wrócił Hubert Antkowiak i ponownie udowodnił jak klasowym jest piłkarzem.
– Rywal może być faworytem na papierze, ale to my udowodnimy swoją wartość na boisku – zapewniał przed meczem trener GKS-u Wikielec Gracjan Wierzbicki. Był to zapewne zabieg motywacyjny, przed bardzo ważnym dla gospodarzy starciem w walce o ligowe punkty, które dla zaciekle walczącego o utrzymanie GKS-u, byłyby bezcenne. ŁKS też ich potrzebował. Podopieczni Macieja Tarnogrodzkiego wiedzieli już, że swój mecz wygrała wiceliderująca Warta Sieradz (1:0 ze Zniczem Biała Piska) i żeby nie pozwolić jej uciec w tabeli w Wikielcu trzeba wygrać.
Wychodzących na murawę piłkarzy przywitał porywisty wiatr i…. Czesław Michniewicz. Były selekcjoner przebywał akurat w rodzinnych stronach i zawitał na wikielecki stadion, odwiedzając starych znajomych. Jeśli liczył na obejrzenie wybitnego meczu, zapewne czuł zawód.
Pierwsze minuty to chaotyczna gra z obu stron. Piłka często szybowała nad głowami piłkarzy, dużo było powietrznych pojedynków. Nie od dziś wiadomo, że przy takim sposobie gry silny wiatr nie sprzyja płynności i dokładności w rozgrywaniu akcji, stąd mało było piłkarskich konkretów. Z marazmu pierwsi otrząsnęli się gospodarze. W 22. minucie Dominik Stolc płasko uderzył z linii pola karnego, piłka odbiła się jeszcze od słupka i zaskoczyła Danielczyka. Co ciekawe, strzelec gola miał w tym meczu pełnić rolę rezerwowego, ale kontuzji na rozgrzewce nabawił się Bartosz Dąbrowski i Stolc musiał na szybko wskoczyć do wyjściowego składu.
ŁKS odpowiedział dość szybko, bo jeszcze przed przerwą. Biało-czerwoni sprytnie rozegrali rzut wolny w bocznym sektorze boiska, na wysokości pola karnego. Zamiast dośrodkowania, piłka powędrowała przed „szesnastkę” gdzie kapitalnym strzałem bez przyjęcia popisał się Bartłomiej Olszewski. Było 1:1.
W drugiej połowie obraz gry niewiele się zmienił, choć to ełkaesiacy dłużej utrzymywali się przy piłce, próbując opanować to co dzieje się na boisku. Sam mecz był jednak dość wyrównany i zapowiadało się na podział punktów, który tak naprawdę, nie zadowalał żadnej z drużyn.
ŁKS ma jednak w swoich szeregach piłkarza, który w takich momentach robi różnicę. To kim Hubert Antkowiak jest dla tego zespołu pokazał domowy mecz z Lechią Tomaszów Mazowiecki (1:1) sprzed tygodnia, w którym nie mógł zagrać z powodu nadmiaru żółtych kartek. Bezradność w ataku straszliwie kuła wówczas w oczy. W Wikielcu już zagrał i jeden błysk snajperskiego instynktu wystarczył, by cieszyć się z gola i finalnie z kompletu punktów. Była 77. minuta. ŁKS po przechwycie piłki wyprowadził szybką kontrę. „Antek” stanął oko w oko z bramkarzem i zrobił co do niego należało. Kibice ŁKS-u mogli odetchnąć…. Król powrócił!
GKS Wikielec – ŁKS Łomża 1:2 (1:1)
22’ Stolc – 31′ B. Olszewski, 77′ Antkowiak
Składy:
GKS Wikielec: Grabowski – Górecki, Bosse, Krupa, Michasiewicz (90′ Conde), Zieliński, Leopold, Bajko, Stolc (70′ Rajski), Chaciński, Sobociński.
ŁKS Łomża: Danielczyk – Witasik, Gołoś, Mich, Pindor, Kosakiewicz, Klupś (57′ Lesicki), B. Olszewski (84′ Chorosiński), Sauczek, Dzięgielewski (67′ Karmański), Antkowiak.
Żółte kartki: B. Olszewski, Klupś, Pindor, Karmański (ŁKS).
Sędzia: Adam Kwapisiewicz (Gdańsk).