Piłkarskie podsumowanie sezonu cz. 1

Ligowy sezon 2025/2026 to już przeszłość. Rozgrywki Betclic III ligi gr. 1 dostarczyły wielu emocji do ostatniej kolejki. Jedni fetowali, inni płakali. ŁKS Łomża do samego końca walczył o awans do II ligi. Niestety bez powodzenia. Był czas na grę, nadszedł czas na piłkarską ocenę boiskowych dokonań biało-czerwonych.

BRAMKA

Adrian Olszewski – Doświadczony i opanowany. Zaliczył 21 występów, w tym 9 czystych kont. W rundzie jesiennej był podstawowym bramkarzem ŁKS-u. Prezentował wysoką, stabilną formę. Jeśli w sezonie 2024/2025 można było się do niego czepiać, bo zdarzały mu się bramkarskie wpadki, to jesień 2025 roku była jego najlepszym czasem w klubie. Każdy mecz to solidna dyspozycja. Były spotkania, w których śmiało można go nazwać ojcem zwycięstwa. Pewny na przedpolu, czujny na linii. Niestety w rundzie wiosennej padł ofiarą „przepisu o młodzieżowcu” i decyzją trenera ustąpił miejsca w bramce dużo młodszemu Danielczykowi. W 2026 roku wystąpił tylko w jednym ligowym meczu przeciwko Olimpii Elbląg (3:0). W następnym sezonie już go w ŁKS-ie nie zobaczymy. W pamięci łomżyńskich kibiców pozostanie jako bramkarz ze „smykałką” do obrony rzutów karnych.

Mateusz Danielczyk – Zdolna młodzież. 15 razy stawał między słupkami łomżyńskiej bramki, w tym sześciokrotnie nie dał się pokonać. Kiedy przychodził do Łomży nikt nie sądził, że finalnie będzie pierwszym bramkarzem, kosztem Olszewskiego. Tak się jednak stało. W większości spotkań grał na solidnym poziomie. Wygrany, wyjazdowy mecz z Jagiellonią II Białystok był jego najlepszym występem w sezonie. Pokazał wtedy kilka fantastycznych, widowiskowych obron, ratując skórę kolegom. Niestety zdarzały mu się też słabsze mecze. Momentami wyglądał na rozkojarzonego i tracił gole po strzałach, które nie powinny znaleźć drogi do siatki. Tak było w przegranym w kuriozalnych okolicznościach meczu ze Świtem Nowy Dwór Mazowiecki (2:3). W barażu z Górnikiem Polkowice też nie pomógł. Nie zmienia to faktu, że drzemią w nim wielkie możliwości i warto na niego stawiać.

OBRONA

Piotr Witasik – Profesor. 34 występy, wszystkie w pełnym wymiarze czasowym. Prawdziwy dowódca defensywy, który oprócz pilnowania tyłów potrafił też precyzyjnie zagrać długim podaniem do kolegów z przodu. W wielu spotkaniach, kiedy piłka mijała wszystkich ełkaesiaków i pachniało straconym golem był jeszcze On. Był i „kasował” akcje rywali. Może niezbyt zwrotny, ale nadrabiający ustawieniem. Pokazywał młodszym kolegom jak korzystać z doświadczenia. Na boisku często nerwowo krzyczał, ale też podpowiadał i dawał rady. Było widać, że mocno mu zależy. Kiedy z powodu żółtych kartek nie mógł zagrać w arcyważnym meczu w Troszynie, stał przy ogrodzeniu i z boku pokrzykiwał na kolegów z obrony, rozgrywając ten mecz jako kibic. Niestety wraz z końcem kontraktu odchodzi z ŁKS-u. Zagra w Wigrach Suwałki.

Dziękuję Wszystkim związanym z klubem za wspólne półtora roku. To był wspaniały czas i przyjemność reprezentowania barw ŁKS Łomża. Tej ziemi Panem jest… Łomża ŁKS! Do zobaczenia! – tak w mediach społecznościowych pożegnał się sam piłkarz.

Łukasz Kosakiewicz – Doświadczenie plus motoryka. Łącznie 36 występów, dwukrotnie wchodził jako rezerwowy. Najstarszy piłkarz w kadrze, ale motoryki niejeden mu może pozazdrościć. Ze swojej roboty wywiązywał się bez zarzutów, choć początek sezonu miał niemrawy to po przyjściu trenera Tarnogrodzkiego wyraźnie odżył i z każdym meczem jego forma rosła. Ma więcej walorów by grać do przodu niż bronić i było to widać na boisku, kiedy pokazywał się na skrzydle i kończył akcje dobrymi dośrodkowaniami. Autor 2 goli, w tym arcyważnego w ostatniej kolejce z Mławianką Mława.

Hubert Mich – Był piłkarzem ŁKS-u w sezonach 2023/24 i 2024/25. Odszedł na rundę do Staru Starachowice, ale szybko wrócił i wiosną 2026 znów grał w biało-czerwonej koszulce. Łącznie 13 występów. Przez 2 lata pobytu w klubie dał się poznać jako bramkostrzelny obrońca, robiący użytek ze swoich fizycznych parametrów. Wiosną trafił raz, w wygranym 3:0 wyjazdowym meczu z Olimpią Elbląg. Obrońca obdarzony bardzo dobrymi warunkami fizycznymi. Po prostu kawał chłopa, który straszy już samą sylwetką. Mało zwrotny, ale dobrze czytający grę. Atut to gra głową. Kiedy nie szło, potrafił sam odważnie wyjść z piłką z własnej połowy. Oprócz wyjazdowego meczu z Bronią Radom (0:2), był pewnym punktem łomżyńskiej defensywy.

Józef Chorosiński – Młodzieńcza odwaga. 18-latek, który w ŁKS-ie dostał pierwszą poważną szansę w seniorskiej piłce. Wykorzystał ją. Świetna pierwsza runda sezonu. Nie bał się pojedynków jeden na jednego. Często skutecznie dryblował, ale nie przesadzał i w odpowiednim momencie dostrzegał lepiej ustawionych kolegów. Jesienią zanotował 9 kluczowych podań, co dało mu miano najlepszego asystenta w zespole. Wiosną zgasł. Z zawodnika pierwszego wyboru stał się rezerwowym. Jego odważne akcje skrzydłem nie były już tak spektakularne. Często tracił piłkę i dokonywał złych wyborów rozwiązywania akcji. Jednak jego świetna gra z pierwszej części sezonu została zauważona i już go w Łomży nie zobaczymy. Spekulowano o odejściu do Świtu Szczecin (trenerem jest tam obecnie były trener ŁKS-u Marcin Sasal), ale ostatecznie przenosi się nie na północ, a na południe. Zagra w GKS Tychy, który w minionym sezonie spadł z Betclic I ligi.

Aleksander Gołoś – Najlepszy młodzieżowiec. Wypożyczony z Polonii Warszawa, w ŁKS-ie dostał szansę na pokazanie się i udowodnił, że „dorósł” do seniorskiego grania. Stawiali na niego i trener Sasal i trener Tarnogrodzki… nie zawodził. Zbierał minuty i doświadczenie. Zanotował 32 występy, prawie wszystkie od pierwszych minut. Mimo dziecięcego wyrazu twarzy, grał jak stary wyjadacz i widać było, że czerpie z tego wiele radości. Poza boiskiem zawsze serdecznie uśmiechnięty, na murawie interweniujący z zaciśniętymi zębami. Zdarzały mu się pojedyncze błędy (jak ten w końcowych minutach domowego meczu z Wartą Sieradz), ale całokształt sezonu zdecydowanie na duży plus. Z końcem sezonu skończyło się jego wypożyczenie do Łomży. Po tym co pokazał przy Z18 jesteśmy pewni, że kariera dopiero przed nim.

Jestem jeszcze młody i muszę się dużo nauczyć. Obok siebie miałem doświadczonych kolegów. Często podpowiadali i radzili, a to dodawało mi pewności siebie – skromnie ocenił swoją postawę w minionym sezonie 18-letni piłkarz.

Kamil Niewiadomski – Niedoceniany pracuś. Ma na koncie 18 występów, większość jako rezerwowy. Nie było o nim głośno, ale ilekroć pojawiał się na boisku grał bardzo dobrze. Chyba najbardziej niedoceniany piłkarz ŁKS-u minionego sezonu. Po prostu robił swoją robotę „po cichu”. Przez pierwsze 7. kolejek był wartościowym zmiennikiem dla wahadłowych. Niestety doznał kontuzji, która wyeliminowała go na długi czas. Wrócił z przytupem, dając świetną zmianę w starciu z Wartą Sieradz (1:1). Wywalczył sobie miejsce w pierwszym składzie, ale w meczu ze Zniczem Biała Piska zszedł z kontuzją już na początku. Udało mu się jednak dość szybko wykurować i do końca sezonu grał na solidnym poziomie. Biorąc pod uwagę prześladujące go kontuzje, wycisnął z tego sezonu naprawdę dużo. Na uwagę zasługuje decydujący o zwycięstwie gol w meczu z KS Wasilków.

Sebastian Zieleniecki – Pewność siebie. Grając w Łomży dał się poznać jako pewnie interweniujący środkowy obrońca. Zaczynał sezon jako kapitan drużyny, ale po rozegraniu 10. kolejek, dość niespodziewanie, decyzją trenera Marcina Sasala został przesunięty do rezerw, co odbiło się szerokim medialnym echem. W przerwie zimowej rozwiązał kontrakt z klubem za porozumieniem stron i przeniósł się do Widzewa II Łódź, gdzie z marszu stał się zawodnikiem podstawowego składu. Nigdy nie potwierdzono otwartego konfliktu osobistego pomiędzy piłkarzem, a trenerem jako bezpośredniego powodu odejścia piłkarza, ale jego słowa zaraz po rozwiązaniu kontraktu dawały do myślenia.

Zawsze wierzyłem, że piłka nożna to coś więcej niż sam wynik i sprawdzanie tabeli w przerwie meczu – to pomysł na grę, spójność zespołu i rozwój zawodników oraz zarządzanie nimi tak aby wyciągnąć z nich co najlepsze dla drużyny. Wierzę, że rozwój klubu zawsze powinien opierać się na współpracy, zaufaniu, wspólnej wizji i realnej pracy, a nie wyłącznie na indywidualnej narracji czy cyfrach prezentowanych w mediach – powiedział Zieleniecki.

Bartosz Pikuła Bez występu ligowego. Rozegrał 1 mecz w Pucharze Polski przeciwko Odrze Opole (0:2). Na tej podstawie trudno go ocenić.

Łukasz Sychowicz – Bez występu ligowego. Wszedł z ławki na ostatnie minuty meczu Pucharu Polski z Odrą Opole. Bez oceny.

Ciąg dalszy nastąpi…

Dodaj komentarz

×