Bezbramkowy remis z Mławianką

W 5. kolejce III ligi gr. 1 ŁKS Łomża bezbramkowo zremisował z Mławianką Mława. Spotkanie nie porwało poziomem, a kibice obejrzeli typową trzecioligową walkę… głównie w środku boiska.
Lekko modyfikując pierwszy wers znanego poematu „Reduta Ordona” autorstwa Adama Mickiewicza, napisać można, że Im strzelać nie kazano. Zarówno piłkarze ŁKS-u jak i Mławianki byli w sobotnie popołudnie wyjątkowo mało piłkarscy. Mecz się odbył. Przebiegnięte kilometry się zgadzały. Nie brakowało twardej walki w środku boiska. Były chęci i ambicja. Zabrakło tylko goli i nie ma w tym nic dziwnego, bo bramkowe okazje obu drużyn policzyć można na palcach jednej ręki.
W pierwszym kwadransie nie działo się nic godnego uwagi, a jedynym faktem wartym odnotowania był niestety uraz Walczaka, którego szybko zmienił Proniewski. Chwilę później taki sam los spotkał Saganowskiego, który również zszedł z kontuzją. ŁKS miał przewagę w posiadaniu piłki. Rozgrywał ataki pozycyjne. Dość zgrabnie wprowadzał piłkę na połowę rywala. Potrafił nawet długimi fragmentami zamknąć Mławiankę na jej połowie, tyle, że nie przekładało się to na okazje bramkowe. Podsumowując, im bliżej bramki gości tym było gorzej. Wynikało to m. in. z ustawienia przyjezdnych. Podopieczni trenera Marka Gołębiewskiego ograniczyli w tym meczu pressing do minimum. Ustawili się nisko i czekali na ŁKS na własnej połowie, jakby wiedząc, że gospodarze w ataku pozycyjnym nie są im w stanie zrobić krzywdy. Obraz gry pokazał, że mieli rację.
ŁKS cierpliwie rozgrywał piłkę. Raz krótkimi podaniami lukę w formacjach Mławianki starał się znaleźć Yampol, a raz długim zagraniem szukano Amrozińskiego. Napastnik ŁKS-u dużo pracował fizycznie, walcząc w powietrzu głównie z Majewskim. W defensywie dobrze wyglądał Lesicki, tyle, że po odbiorze bardzo często zagrywał niedokładnie, albo wręcz chaotycznie. Skrzydłem szarpał Klupś, często decydując się na indywidualne akcje. To z jego strony pojawiało się największe zagrożenie.
Bramkarz Mławianki nie został zmuszony do wysiłku ani razu, ograniczając swój występ do wprowadzania piłki do gry i interwencji na przedpolu. Po centrach ze skrzydeł kilkukrotnie powstało zamieszanie w „szesnastce” gości, ale za każdym razem obrońcy wybijali piłkę, oddalając zagrożenie. Warto wspomnieć pomysłowo i chytrze rozegrany rzut rożny, po którym Klupś uderzył w boczną siatkę. Kilkukrotnie na strzał z dystansu zdecydował się Yampol, ale piłka mijała cel. Próby Kijka i Lesickiego za każdym razem były blokowane.
Mławianka, choć schowana przez większą część spotkania za podwójną gardą, dostała swoją szansę na wygraną. Po fatalnej stracie Krieglera, w znakomitej sytuacji znalazł się Michał Stryjewski, ale strzelił bardzo lekko i Danielczyk obronił. I to tyle. Innych składnych akcji gości, zakończonych wypracowaniem bramkowej szansy, zwyczajnie nie było. Kilka razy z dystansu uderzali bracia Stryjewscy i Zielski, ale za każdym razem niezbyt mocno i do tego w sam środek bramki.
Remis nie jest krzywdzący dla żadnej ze stron. Nikt nie zasłużył na wygraną. Mławianka przerwała serię porażek, ŁKS zremisował drugi mecz z rzędu. Warto zauważyć, że w pewnym momencie meczu po murawie biegało aż 7 łomżyńskich piłkarzy o statusie młodzieżowca. Nie odstawali od rywala. To wiele mówi.
ŁKS Łomża – Mławianka Mława 0:0
Składy:
ŁKS Łomża: Danielczyk – Tomal (81′ Tarczyński), Kriegler, Mroczko, Walczak (14′ Proniewski, 68′ Bremer), Knysh, Lesicki, Yampol, Klupś, Kijek, Amroziński (81′ Moćkun).
Mławianka Mława: Piotrowski – Majewski, Zagórski (58′ Skwierczyński), Ślesicki, Zielski, Kisiel, Stryjewski Michał, Stryjewski Mateusz, Saganowski (28′ Leopold), Sobociński, Bykowski (58′ Rojkowski).
Żółte kartki: Kriegler, Tomal (ŁKS) oraz Kisiel, Rojkowski, Piotrowski (Mławianka).
Sędzia: Sebastian Pakuszewski (Gdańsk).