Rozmowa z Danielem Kacprzykiem. Dwa awanse na stulecie?

Przez wiele lat był ostoją defensywnego bloku Łomżyńskiego Klubu Sportowego. Opuścił szeregi biało-czerwonych by w tym sezonie wrócić do drugiej drużyny. Pełniąc funkcję kapitana walnie przyczynił się do zwycięstw w pierwszych spotkaniach ŁKS-u II Łomża. Daniel Kacprzyk. Ulubieniec kibiców. Chłopak stąd. Popularny „Baniak” wraca do Klubu i chce dzielić się doświadczeniem ze swoimi młodszymi kolegami.
SCH: Żegnając się z pierwszą drużyną Łomżyńskiego Klubu Sportowego mówiłeś, że ciężko Ci pożegnać się z Klubem. A czy łatwo było do niego wrócić?
DK: Uważam, że bardzo duża zasługa w tym Tomka Staniórskiego, z którym byłem w kontakcie praktycznie już podczas rundy wiosennej sezonu 2024/2025. Życie i codzienność obecnie, a życie „Baniaka” z sezonu zakończonego awansem do III ligi to dwa diametralnie inne momenty w życiu, krótkie ale odległe czasy. Uważam, że powrót do Klubu nie był przeszkodą dla żadnej ze stron. Dlatego zdecydowałem się na powrót.
Czy istnieje życie po piłce nożnej? Co robiłeś pomiędzy rozstaniem, a powrotem do ŁKS-u?
Jestem szczęśliwym Małżonkiem oraz Tatą Krystiana i Zuzanny. Tutaj mam największą misję! Piłkarsko.. Miałem półroczny epizod w Wissie Szczuczyn gdzie po rundzie jesiennej obie strony zdecydowały się na to, aby rozejść się w zgodzie. To nie było to. Natomiast ostanie półtora roku spędziłem w Orle Kolno mając duży wkład w awans z klasy okręgowej i utrzymanie w IV lidze w sezonie następnym. Widzę podobieństwo projektu, w którym byłem za trenera Sławomira Stanisławskiego, i obecnego w ŁKS-ie II Łomża. Oba łączy oparcie drużyny o młodzież z równoczesnym wsparciem doświadczenia.
W jaki okolicznościach wracasz do biało-czerwonych? Co przekonało się do powrotu?
Tak jak wspominałem, największy wkład w mój powrót miał Tomasz Staniórski, za co mu ogromnie dziękuję. Przedstawił mi wizję projektu. Podjęliśmy decyzję o wspólnym celu niezależnie od wyników drużyny rezerw jeszcze podczas sezonu w A klasie. Od wielu lat przebywałem w wizji „przekazywania młodzieży doświadczenia” wliczając to czas ŁKS-u w IV lidze oraz Orła Kolno z czasu awansu i utrzymania. Chyba coś w tym jest, że czuję się jak ryba w wodzie z takim wyzwaniem. Natomiast same szczegóły powrotu zostały już dopięte po sezonie z dyrektorem Akademii i zarządem ŁKS-u Łomża.

W jakim charakterze dołączasz do drugiego zespołu?
Widzę siebie w roli lidera. Przychodzę tutaj wspierać przede wszystkim młodych adeptów ŁKS-u Łomża. Pragnę pokazać im kierunek, wspierać z poziomu boiska. Staram się dużo rozmawiać. Przekazywać jak najwięcej konstruktywnych uwag. Pragnę również pokazać, że pasja i poświęcenie do piłki jest pionierem sukcesu. Chciałbym, aby przełamywali barierę strachu i byli odważni w tym, co mają do wykonania na boisku. Ryzyko musi się opłacać!
W dwóch pierwszych spotkaniach pełniłeś funkcję kapitana. Przekonujące zwycięstwa biało-czerwonych i Twój gol z rzutu karnego. Czego Twoim zdaniem możemy spodziewać się po tej drużynie?
Cierpliwości, młodzieńczego „zęba”, odwagi i konsekwencji w realizacji wyznaczonych celów. Wsparcie z pierwszego zespołu ma być tylko impulsem do dobrego wyniku, a nie założeniem naszego sukcesu w tym sezonie. Chciałbym, aby dobra gra rezerw sprawiła ból głowy Trenerowi Sasalowi w sprawie wyboru młodzieżowców do pierwszego zespołu.
Co czułeś gdy, można powiedzieć, ponownie debiutowałeś w drużynie biało-czerwonych?
Dumę i na pewno ulgę, że jestem w odpowiednim miejscu. Mam nadzieję że sprawiłem ponowny uśmiech u najważniejszego Kibica, Ś. P. Taty. Jestem zawodnikiem oraz kibicem Z18. To tutaj i tylko tutaj czuję się najlepiej.
Baniak zaczynający przygodę w ŁKS-ie i Baniak jako kapitan rezerw. Co różni tych dwóch zawodników? Co ich motywuje? Rozwija?
Dwa odległe czasy, dwie inne persony, zawodniczo, życiowo i w karierze. Na pewno największa zmiana to opanowanie, pokora, dojrzałość. Motywuje mnie przede wszystkim pasja i poświęcenie. Pragnę przekazać wszystkim, że można łączyć życie zawodowe, rodzinne z piłką w Łomży. Wymaga to kompromisów ale jest to jak najbardziej realne.
Uczę i będę się uczyć z każdym dniem. Obecnie próbuję przeplatać życie zawodowe z zawodniczym. Mam spore miejsce na to, aby stać się lepszym menadżerem w pracy i jeszcze lepszym liderem na boisku. No i oczywiście występy w barwach z herbem pierworodnego klubu na piersi oraz jedna „chora” cicha ambicja.
Pamiętam prezentację Łomżyńskiego Klubu Sportowego w murach ówczesnej Państwowej Wyższej Szkoły Informatyki i Przedsiębiorczości z marca 2014 roku. Obok siebie stanął 19-letni młody pomocnik i doświadczony 34-letni obrońca Tomasz Staniórski. Dziś w zespole pełnicie zgoła inne role. Jak zapatrujesz się na współpracę ze szkoleniowcem drugiego zespołu?
To już tyle minęło… ? 🙂 W szatni zawsze mogłem liczyć na wsparcie ówczesnego zawodnika Tomasza Staniórskiego, tak jak obecnie w roli szkoleniowca. Nie ukrywam, że współpraca była owocna na boisku kiedy razem graliśmy, a była jeszcze lepsza w momencie, gdy spotkaliśmy się pierwszy raz na linii zawodnik – trener. Wtedy też pełniłem podobną funkcję w IV lidze. Wierzę w pomysł, wizję oraz czuję pełne wsparcie do tego, abym wziął ten ciężar na swoje barki i pomógł kandydatom na piłkarza stać się lepszym człowiekiem i zawodnikiem.
Jak młodzi zawodnicy drugiego zespołu zareagowali na Twoje dołączenie do drużyny?
Myślę, że zauważyli, że mają „wyrośniętego” i ciut starszego „młodzieżowca” z takim samym młodzieńczym zapałem. Zostałem przyjęty z należytym szacunkiem i respektem. Mamy wspólny cel!
Wiele mówi się o promocji z pierwszym zespole młodych wychowanków biało-czerwonych. Czy widzisz w młodzieżowych drużynach chłopaków, którzy mają szansę zaistnieć na poziomie trzeciej ligi?
Szansa jest. Widać to w jaki sposób Ci zawodnicy pracują. Muszą czekać na swoją szansę. Muszą pracować, pracować i pracować przede wszystkim na boisku, ale również i poza nim. Chcąc być chociażby kandydatem na zawodnika trzecioligowego nie można zaprzestać tylko na treningach z drużyną. Widziałem sporo pracy na siłowni, boisku, ale to głowa decyduje o byciu w „Prime”. Natomiast jeżeli chcą przebić się do notatnika trenera Sasala muszą wiedzieć, że jeżeli nie będą w stanie wspierać rezerw w sposób wyróżniający na tle ligi okręgowej, to nikt nie będzie inwestować ich czasu na boiskach trzecioligowych. Cieszy mnie fakt, że z kilkoma zawodnikami miałem styczność jeszcze na stopie Trener-Zawodnik kiedy byliśmy 10 lat młodsi. Niesamowita motywacja! Fundamentem sukcesu młodego zawodnika musi być poświęcenie, spore poświęcenie swojego prywatnego czasu.
Wiele mówi się o tym, że przeskoczenie z juniorskiej do seniorskiej piłki jest czymś, z czym nie radzi sobie wielu zawodników pukających do bram poważnego sportu. Czy Twoim zdaniem gra z dorosłymi zawodnikami w okręgówce, a w przyszłości może i w czwartej lidze ułatwi im przejście tego procesu?
Każdy mecz w piłce seniorskiej jest niesamowicie dużym doświadczeniem dla tych chłopaków. Jeżeli uświadomią sobie, że szybkość przemieszczania się po boisku z piłką i bez piłki jest fundamentem, tym szybciej sobie z tym poradzą. Jeszcze większym krokiem byłaby adaptacja w warunkach IV ligowych, do których chcemy dążyć.
Z każdym sezonem jesteśmy bogatsi o doświadczenie, świadomość, ale muszą mieć również z tyłu głowy to, że inni jeszcze młodsi będą deptać im po piętach w jeszcze lepszych warunkach rozwojowych. Uczmy juniorów presji i umiejętności dostosowania się do niej.
Na pewno pamiętasz swoje początki w piłce nożnej. Co Twoim zdaniem różni piłkarski start młodych chłopaków kiedyś i dziś?
Kiedyś było zderzenie z rzeczywistością w formie „Młody, wchodzisz, masz swoją szansę, pokaż co potrafisz”. Musieliśmy być kreatywni, charakterni w tym co chcieliśmy zrobić. Nie było takiego nacisku na sferę taktyczną. Junior mógł czuć się jak „zerwany ze smyczy”.
Obecnie intensywność przyswajania informacji, założeń jest znacząco większa. Młody zawodnik musi być świadomy, bystry, inteligenty, odważny. Poziom wymagań jest znacznie większy.
Będzie druga liga na stulecie?
Dwa awanse na stulecie.
Rozmawiał: Sebastian Chrzanowski
Zdjęcia: Rafał Lesicki
