Boiskowa dominacja i… porażka

ŁKS Łomża poległ w wyjazdowym spotkaniu ze Świtem Nowy Dwór Mazowiecki 2:3. Mimo zdecydowanej przewagi przez niemal cały mecz, biało-czerwoni marnowali okazje bramkowe i zostali za to skarceni w końcówce.
Kiedy przegrywasz mecz, w którym jesteś zdecydowanie lepszy, trudno zebrać myśli. Kiedy piłkarsko bezdyskusyjnie dominujesz na boisku, a rywal strzela gole „z niczego”, w głowie wzrasta frustracja. Kiedy piłka nie chce wpaść do bramki przeciwnika, mimo mnóstwa klarownych okazji, jesteś podirytowany i zły. Tak muszą czuć się nie tylko piłkarze, ale i kibice ŁKS-u. Ten kto oglądał mecz w Nowym Dworze Mazowieckim z niedowierzaniem kręcił głową. To nie miało prawa się stać, a jednak. Podopieczni Macieja Tarnogrodzkiego stłamsili rywala, zdominowali grę, stwarzali okazje bramkowe i…. przegrali po golu w doliczonym czasie.
Już pierwszy kwadrans powinien przynieść nam dwa gole autorstwa Klupsia. Najpierw prostopadłe zagranie Kluski sprytnie przepuścił Antkowiak, ale strzał naszego zawodnika nogami odbił bramkarz Świtu. Chwilę później znów „Antek” obsłużył kolegę podaniem wzdłuż bramki, ale Klupś nieczysto trafił w piłkę i z 5. metrów koszmarnie spudłował. Pomocnik był w tej sytuacji wściekły zarówno na siebie jak i stan przedpola bramki i po wszystkim ze złością kopnął w słupek. Trzeba tu oddać, że piłka przed strzałem nienaturalnie się odbiła, co znacznie utrudniło finalizację akcji. Choć murawa w Nowym Dworze wyglądała solidnie to przedpola po obu stronach były w opłakanym stanie, o czym w pierwszej połowie przekonał się również Danielczyk. Po, wydawałoby się, niegroźnym strzale z 18. metrów w sam środek bramki, piłka odbiła się przed naszym golkiperem, który zareagował nerwowo i niekontrolowanie odbił piłkę.
ŁKS niepodzielnie dominował na boisku. Dobry pressing, przyjemny dla oka atak pozycyjny, dużo ruchu bez piłki i dokładne podania. W skrócie – ŁKS grał, Świt biegał i przeszkadzał. Gospodarze bardzo rzadko byli w stanie dłużej utrzymać się przy piłce, nie mówiąc już o tworzeniu zagrożenia pod naszą bramką. Jedyną wartą odnotowania akcją było groźne podanie wzdłuż bramki, gdzie wszyscy minęli się z piłką. Tymczasem ŁKS wypracowywał kolejne okazje. Z 15. metrów soczyście uderzył Antkowiak, ale Otczenaszenko widowiskowo obronił. Po rzucie wolnym Kluska huknął pod poprzeczkę, ale znów błysnął miejscowy bramkarz. Próbował jeszcze Stromecki – bez powodzenia.
W pierwszej połowie mocno eksploatowany był na skrzydle Chorosiński. Szarpał, próbował, brał grę na siebie, ale jakby brakowało mu dynamiki i wiele pojedynków przegrywał. W przerwie został zmieniony przez Sauczka. W środku pola rządził Pindor do spółki z Kluską i Stromeckim. Ta trójka zdominowała ten sektor boiska. Wydawało się, że jeśli po przerwie ŁKS utrzyma poziom gry to gole w końcu wpadną.
Druga połowa to istne szaleństwo. Piłka nożna znów pokazała swe nieprzewidywalne oblicze. ŁKS nadal dominował i… stracił gola. W niegroźnej sytuacji, po wyrzucie piłki z autu na wysokości pola karnego, Olpiński niespodziewanie uderzył z ostrego kąta, czym zaskoczył „śpiącego z nudów” Danielczyka i piłka wpadła do siatki przy dalszym słupku. Delikatnie mówiąc, nasz bramkarz w tej sytuacji nie pomógł drużynie. Obok zawodnika Świtu byli Mich i Pindor, ale pozwolili na oddanie strzału.
Kiedy łomżyńscy kibice ciskali jeszcze niecenzuralnymi słowami, ŁKS błyskawicznie wyrównał. Otczenaszenko chciał szybko wznowić grę i wyrzucił piłkę do swojego obrońcy. Ten jednak nie zauważył zdecydowanego pressingu Klupsia. Odbiór piłki i dokładne podanie na głowę Antkowiaka pozwoliło szybko odpowiedzieć. Znów był remis.
Trenerzy zaczęli dokonywać zmian, ale obraz gry pozostawał ten sam. Atakujący goście i pracujący w obronie gospodarze. Bliski gola był Bartłomiej Olszewski. Po strzale z rzutu wolnego, Świt kolejny już raz uratował Otczenaszenko, odbijając futbolówkę na rzut rożny. Po dośrodkowaniu z kornera powstało zamieszanie. Gołoś trącił piłkę przed obrońcą i został powalony na ziemię, a sędzia podyktował rzut karny. Antkowiak strzelił pewnie i wydawało się, że ŁKS-owi w tym meczu nie może się już nic stać. Niestety, było inaczej.
Świt, który przez 80 minut nie istniał, nieśmiało wychodził zza podwójnej gardy. Nadal nie stwarzał większego zagrożenia, ale przeniósł grę na połowę ŁKS-u. W 86. minucie gospodarzom udało się wywalczyć dwa rzuty rożne. Jeden z nich przyniósł wyrównanie. Po wybiciu piłki głową, pod poprzeczkę mocno uderzył Kafel. Piłka zmierzała w środek bramki, ale Danielczyk nie zdołał jej zatrzymać i piłkarz gospodarzy mógł się cieszyć.
ŁKS znów ruszył do ataku. Sędzia doliczył 5 minut, czyli był jeszcze czas na przechylenie szali. Interesowała nas tylko pełna pula i niestety zapomnieliśmy o obronie. Świt ma w swoich szeregach weterana piłkarskich boisk, doświadczonego Michała Kucharczyka, który w doliczonym czasie przyczaił się na własnej połowie, przy linii środkowej. Po długim podaniu stanął oko w oko z Danielczykiem i „podcinką” zapewnił gospodarzom zwycięstwo, na które w przekroju całego meczu z pewnością nie zasłużyli.
Taka właśnie jest piłka nożna. Za to się ten sport kocha. Za to się go nienawidzi. W Nowym Dworze Mazowieckim ŁKS przegrał, choć był piłkarsko dużo lepszy.
Świt Nowy Dwór Mazowiecki – ŁKS Łomża 3:2 (0:0)
57′ Olpiński, 86′ Kafel, 90+3’ Kucharczyk – 59′, 68′ (k.) Antkowiak.
Składy:
Świt Nowy Dwór Mazowiecki: Otczenaszenko – Andruszkiewicz, Kafel, Demjanenko, Gaj, Dwórzyński, Olpiński, Paszkiel (81′ Chodorski), Gościniarek, Żbikowski (66′ Yampol), Kucharczyk .
ŁKS Łomża: Danielczyk – Gołoś, Witasik, Mich, Kosakiewicz, Pindor (73′ Dzięgielewski), Stromecki (60′ Karmański), Chorosiński (46′ Sauczek), Klupś, Kluska, Antkowiak.
Żółte kartki: Demjanenko, Kucharczyk (Świt).
Sędzia: Rafał Szala (Gdańsk).