Jubileuszowy remis

Piłkarzom ŁKS-u Łomża nie udało się odnieść jubileuszowego zwycięstwa. W „meczu stulecia” przeciwko Lechii Tomaszów Mazowiecki padł remis 1:1. Oba gole strzelono po przerwie. Dla gospodarzy z rzutu karnego trafił Cezary Sauczek.

Święto na trybunach, średnio na boisku. Tak w skrócie można by opisać to co w sobotnie popołudnie wydarzyło się przy Z18. Dopisała pogoda, nie zawiedli kibice, pozasportowych atrakcji również nie brakowało. Oprawa tego wyjątkowego meczu z okazji 100-lecia klubu mogła, a nawet powinna się podobać. Jedyne czego zabrakło to wynik sportowy. Wszyscy liczyli na zwycięstwo, tymczasem piłkarze „wymęczyli” remis.

Początek meczu nie zapowiadał problemów. ŁKS od razu rzucił się na Lechię i dokładnie w 23. sekundzie gry mógł prowadzić. Klupś długim podaniem wypatrzył na lewej flance Sauczka, a ten zagrał górą do wbiegającego w pole karne Stromeckiego. Pomocnik ŁKS-u w pełnym biegu uderzył głową, ale piłka trafiła tylko w poprzeczkę. Minęło 5 minut i ponownie, po wcześniejszym przechwycie, piłkę z własnej połowy wyprowadził Klupś. Znów znalazł Sauczka, który tym razem ściął do środka i wyłożył piłkę Klusce, ale jego strzał poszybował wysoko nad celem. Co ciekawe Marcin Kluska wystąpił w tym meczu jako wysunięty napastnik, wchodząc w buty pauzującego za kartki Huberta Antkowiaka. Niestety widać było, że w nowej roli nie czuł się komfortowo.

Zdecydowane ataki gospodarzy ustały po kwadransie i do głosu doszła Lechia. Standardowo, jej poczynaniom w ofensywie przewodził Pieńkowski. To właśnie on był w 32. minucie bardzo bliski otwarcia wyniku. Balansem ciała „posadził” na murawę Klupsia i huknął z 15. metrów w górny róg. Wiele osób siedzących na trybunach widziało już piłkę w „okienku” łomżyńskiej bramki, ale Danielczyk kapitalnie pofrunął w swoją lewą stronę i końcami palców strącił futbolówkę na poprzeczkę. Była to interwencja bramkarska wysokich lotów, a zarazem jasny sygnał ostrzegawczy, że Lechia nie przyjechała do Łomży świętować nasz jubileusz.

ŁKS gubił się w środku boiska. Często tracił piłkę. Trudno było doszukać się pomysłu w grze biało-czerwonych. Brakowało rozegrania Kluski, który był ustawiony wyżej. Z racji zmiany ustawienia przez trenera Tarnogrodzkiego na 4-3-3, Klupś dostał więcej zadań defensywnych. Chrosiński był zupełnie niewidoczny, słabo wyglądał Dzięgielewski. W pierwszej połowie gospodarze opierali swoją grę w ofensywie głównie na dalekich przerzutach do Sauczka, który szarpał skrzydłem i dośrodkowywał. Kluska przegrywał jednak większość pojedynków w powietrzu.

W drugiej połowie niewiele się zmieniło. Gospodarze rozgrywali swoje akcje dość wolno i czytelnie dla rywali. Brakowało elementu zaskoczenia. Bardzo często długie podania, z pominięciem drugiej linii, stosował Witasik, ale zazwyczaj kończyło się to stratami piłki.

Lechia nie prowadziła gry, ale była bardziej konkretna i w 59. minucie objęła prowadzenie. Chytre podanie piętą w środku boiska zaskoczyło linię obrony ŁKS-u. Witasik ratował się wślizgiem, ale piłka odbiła się tak niefortunnie, że spadła pod nogi Kempskiego. Płaski strzał z 18. metrów wylądował w bramce. Danielczyk rzucił się w kierunku piłki, ale ta była poza jego zasięgiem. ŁKS mógł odpowiedzieć dwie minuty później, ale Klupś w dogodnej sytuacji strzelił wysoko nad bramką.

Gospodarze starali się doprowadzić do remisu. Mieli wyraźną przewagę w posiadaniu piłki, jednak nie przekładało się to na okazje bramkowe. Lechia grała z kontry i kilkukrotnie mogła podwyższyć wynik, jednak albo brakowało ostatniego podania, albo podopieczni trenera Grzelaka fatalnie pudłowali. Jest takie piłkarskie powiedzenie, który zna każdy fan piłki kopanej i znalazło ono zastosowanie i tym razem. Niewykorzystane okazje gości zemściły się w końcówce. Dośrodkowanie Bartłomieja Olszewskiego z lewej strony boiska zatrzymał ręką Kaproń i sędzia słusznie podyktował rzut karny. Pod nieobecność Antkowiaka piłkę na 11. metrze ustawił Cezary Sauczek i pewnym strzałem doprowadził do wyrównania. Kolejnych okazji, aby przechylić szale zwycięstwa, już nie było, choć jeszcze w ostatniej akcji meczu piłka wpadła do bramki gości, ale wcześniej ręką strącił ją Witasik, za co otrzymał żółtą kartkę.

Gra ŁKS-u daleka była od oczekiwań i mimo zupełnie innych założeń przedmeczowych, z przebiegu gry remis trzeba uznać za wynik korzystny. Brak Antkowiaka kuł w oczy, brak Kluski w środku pomocy również. Gospodarze postawili na ataki skrzydłami, ale tylko Sauczek sprostał zadaniu, będąc tego dnia najlepszym piłkarzem biało-czerwonych.

ŁKS Łomża – Lechia Tomaszów Mazowiecki 1:1 (0:0)

83’ Sauczek (k.) – 59′ Kempski

Składy:

ŁKS Łomża: Danielczyk – Klupś (77′ Niewiadomski), Witasik, Mich, Kosakiewicz, Pindor (87′ Karmański), Stromecki, Chorosiński (65′ B. Olszewski), Sauczek, Dzięgielewski (65′ Lesicki), Kluska.

Lechia Tomaszów Mazowiecki: Żyła – Orzechowski, Gębala (90+1′ Rybicki), Kaproń, Becht, Kolasa, Bogus (90+1′ Zawadzki), Król, Chwałowski (77′ Szymczak), Kempski, Pieńkowski (84′ Bogusławski).

Żółte kartki: Stromecki, Witasik (ŁKS).

Sędzia: Konrad Gąsiorowski (Porosiuki).

Dodaj komentarz

×