Piłkarskie podsumowanie sezonu cz. 2

Pora definitywnie zamknąć sezon 2025/2026. Przedstawiamy drugą część piłkarskiego podsumowania, w której pod lupę wzięliśmy formacje pomocy i ataku. W oczekiwaniu na emocje związane z nowym sezonem serdecznie zapraszamy do lektury.
POMOC
Sebastian Pindor – Boiskowy „Pitbull”. Troszyn miał Edgardo Luisa, a my mieliśmy jego. Człowiek od ciężkiej, często niezauważanej, harówy w środku pola. Piłkarz, który wstawiał głowę tam gdzie inni bali się postawić nogę. Grał z pełnym poświęceniem, często na pograniczu faulu, stąd spora liczba żółtych kartek (7). Początek sezonu miał neutralny. Nie zachwycał, ale też nie popełniał większych błędów. Przegrywał rywalizację z Karmańskim. Później rolę się odwróciły. Jego forma skoczyła w górę i ustabilizowała się. Świetnie wywiązywał się ze swoich taktycznych zadań, będąc zawsze tam gdzie być powinien. Asekurował kolegów, odbierał piłkę i podawał do partnerów odpowiadających za rozegranie. Niestety jego najsłabszym występem był przegrany mecz barażowy z Górnikiem Polkowice (2:3). Nie wyglądał wtedy na boisku na pewnego siebie, podejmując często błędne decyzje, co nie przytrafiało się mu wcześniej. Łącznie zagrał w 34 meczach.
– Przez cały sezon starałem się wykonywać swoje zadania najlepiej jak umiałem. Osiągnęliśmy baraże, choć warunki momentami były trudne. Uważam, że w drugiej części sezonu jako zespół funkcjonowaliśmy bardzo dobrze – na szybko ocenił sezon sam piłkarz.
Filip Karmański – Inteligentny „czyściciel”. Łącznie 33 występy, mniej więcej połowa z nich to wejścia z ławki. Zdobywca 2 goli. Ukarany siedmioma żółtymi kartkami. Człowiek od przechwytów. Kiedy trzeba było podostrzyć, on pierwszy „podnosił rękę”. Na boisku zawadiacki i agresywny, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Główny atut to umiejętny pressing. Dobry duch szatni, żartujący i rozładowujący napięcie. Zmora rywali, którzy wielokrotnie mówili, że bardzo nieprzyjemnie się przeciwko niemu gra. Prywatnie przyjaciel Huberta Antkowiaka.
Marcin Kluska – Playmaker, czyli „dziesiątka”. Ofensywny pomocnik świetnie rozumiejący grę. To głównie od niego zależało jak rozgrywane będą ofensywne akcje ŁKS-u. Dał się poznać jako piłkarz bardzo dobrze wyszkolony technicznie, z ponadprzeciętnym przeglądem pola. Kreatywny, obdarzony silnym strzałem, często szukający nieoczywistych rozwiązań. Zagrał w 33 spotkaniach, prawie zawsze w wyjściowym składzie. Strzelił 8 goli, w tym „wybitnego” w domowym meczu z Legią II Warszawa (3:0). Obejrzał 5 żółtych kartek. Jesienią czarował w środku boiska, jednak wiosną jakby spoczął na laurach. Z meczu na mecz grał gorzej. Choć nie odstawał od reszty drużyny to przyzwyczaił do swojej zdecydowanie lepszej postawy. Wpływ na gorszą dyspozycję miały z pewnością kontuzje mięśniowe i silne stłuczenia. W domowym meczu z Lechią Tomaszów Mazowiecki (1:1) starał się zastąpić w ataku nieobecnego Huberta Antkowiaka – z marnym skutkiem. Z powodu kontuzji nie wystąpił w barażu z Górnikiem Polkowice. Kto wie co by było, gdybyśmy wtedy zobaczyli najlepszą wersję „Kluchy”? Po sezonie opuścił ŁKS i związał się rocznym kontraktem z Wigrami Suwałki.
Marcin Stromecki – Pan Pomocnik. Zasilił ŁKS w przerwie zimowej, przychodząc z Betclic III ligi gr. II. To jego odejścia kibice Victorii Września żałowali najbardziej, doceniając go za mądrą grę w środku pola. W Łomży potrzebował kilku spotkań, aby do siebie przekonać. Potrafi dobrze grać w destrukcji, ale gra do przodu też nie jest mu obca. Można by rzec, że ma coś z Kluski i coś z Pindora. Kiedy trzeba, był defensywnym pomocnikiem, by po chwili brać się za rozgrywanie. Na boisku poruszający się dostojnie, ale nie unikał twardej gry. Wystąpił w 15 meczach. Strzelił 3 gole. Łomżyńskich kibiców w euforię wprawił zwłaszcza ten na 1:1 w barażu o II ligę. Tydzień temu wziął ślub, a jego wybranką jest polska tancerka i modelka Julia Suryś (znana z programu „Taniec z Gwiazdami”). Nowożeńcom życzymy wszystkiego co najlepsze!
Cezary Sauczek – Zaangażowanie poziom hard. Na koncie 35 występów. Piłkarz wyjściowego składu, którego zawsze było na boisku widać i to nie ze względu na specyficzną fryzurę i nisko opuszczone getry. Po prostu skrzydło po którym biegał niemal zawsze było bardziej obciążone. Jeśli zespołowi nie szło to piłka wędrowała właśnie do niego. Pomocnik, którego cechowało dużo ruchu z piłką i bez niej. Wychodził na pozycję, szarpał, z reguły dobrze dośrodkowywał. Autor 6 trafień. To on pod nieobecność Antkowiaka wziął na siebie ciężar wykonywania rzutu karnego w jubileuszowym meczu z Lechią Tomaszów Mazowiecki, ratując remis (1:1). Z pewnością był wyróżniającym się zawodnikiem ŁKS-u. Z końcem czerwca opuszcza Łomżę i zwiąże się kontraktem z nowym klubem. Ptaszki ćwierkają, że na Zjazd jeszcze zawita, stojąc po drugiej stronie barykady.
– Przykro mi, że nie udało się tego pięknego sezonu zwieńczyć awansem do 2 ligi. Mimo dużych problemów w klubie, my jako zawodnicy, do końca robiliśmy wszystko co w naszej mocy żeby tak było. Niestety taki jest sport. Chciałbym Wam kibicom bardzo podziękować za nieocenione wsparcie w każdym momencie sezonu i życzyć powodzenia w nadchodzących latach. AVIVA ŁKS! – takim wpisem w mediach społecznościowych pożegnał się z kibicami sam piłkarz.
Patryk Zych – Niespełnione nadzieje. 16 występów, 4 gole, 3 asysty. Przychodził do Łomży jako topowy zawodnik mazowieckiej IV ligi, który dla Mazovii Mińsk Mazowiecki strzelał gole na zawołanie. Szybki, przebojowy, z dobrym dryblingiem i strzałem. Piłkarz z cechami, które na boisku robiły różnicę i podobały się publiczności. Wejście do drużyny miał bardzo dobre. W sparingach i pierwszych meczach sezonu pokazywał na boisku wszystko to z czego był znany. Niestety z każdym kolejnym meczem niewytłumaczalnie gasł w oczach. Później doznał kontuzji i mimo iż po przeszło miesiącu wrócił na boisko, był cieniem piłkarza z pierwszych kolejek. Zatracił gdzieś swoją przebojowość. Odnosiło się wrażenie, że gra w piłkę nie sprawia mu już przyjemności. W grudniu 2025 roku jego kontrakt został niespodziewanie rozwiązany. Początkowo z powodu dyscyplinarnego, ale finalnie umowę rozwiązano za porozumieniem stron. Wrócił do Mazovii, w której czuł się jak w domu. Wrócił i odżył. Jego gol w decydującym meczu barażowym ze Stomilem Olsztyn (1:0) dał klubowi upragniony awans do III ligi.
– Chciałem wyjść ze swojej strefy komfortu i spróbować czegoś innego, sportowo jak i życiowo. Ale jak to w życiu bywa, jedne decyzje są dobre, drugie złe. Ta była z tych złych – powiedział piłkarz o swojej przygodzie z ŁKS-em (źródło: https://mksmazovia.com/)
Tymoteusz Klupś – Jazda bez trzymanki. Zasilił drużynę w przerwie zimowej, będąc wtedy najgłośniejszym transferem klubu. Piłkarz z głośnym nazwiskiem, po którym spodziewano się naprawdę wiele. Początek miał dość niemrawy. W jednym ze sparingów upadł na zmrożoną murawę i doznał urazu dłoni, co być może utrudniało mu szybkie rozwinięcie skrzydłem w nowym klubie. Jednak im dalej w sezon tym grał lepiej, a w samej końcówce był jednym z najlepszych piłkarzy ŁKS-u. Na koncie 14 występów. Gracz szybki, robiący dużo wiatru na skrzydle, grający bezkompromisowo, idący na całego, bez odstawiania nogi (4 żółte kartki). Solidny w defensywie i zawsze groźny w ataku. Zdobył 4 gole – wszystkie na finiszu sezonu. Nie będzie przesadą jeśli napiszemy, że był to najlepszy piłkarz przegranego barażu o II ligę.
Dawid Dzięgielewski – Nieobliczalny indywidualista. Zagrał w 29 meczach, strzelił 7 bramek. Człowiek trenera Sasala, pod wodzą którego grał już w czterech różnych klubach. Sylwetką i sposobem gry przypominający Patryka Zycha. Piłkarz nieobliczalny i spontaniczny w swoich boiskowych decyzjach. Momentami biegał z piłką niczym jeździec bez głowy, dryblując bez opamiętania. Innym razem swoją przebojowością i walecznością dawał drużynie przewagę. Potrafił być lisem w polu karnym, zdobywając „chytre” gole, by za chwilę w świetnych sytuacjach zachować się wybitnie egoistycznie i je głupio zaprzepaścić. To była właśnie jego nieobliczalność. W pamięci kibiców pozostanie piękny gol z dystansu w meczu z KS Wasilków (2:1) i fantastyczny strzał głową, otwierający wynik w Bełchatowie (4:1). I on po sezonie skończył swoją przygodę z ŁKS-em, ale jest wielce prawdopodobne, że niebawem przyjedzie do Łomży w innej roli.
Bartłomiej Olszewski – Uniwersalny żołnierz. Zanotował 32 występy, z czego przeszło połowa to wejścia z ławki. Drugi, po Kamilu Niewiadomskim, najbardziej niedoceniany zawodnik ŁKS-u. Bardzo wartościowy, inteligentny piłkarz, potrafiący zagrać na wielu pozycjach bez straty jakości. Każdy trener chciałby mieć w kadrze takiego gracza. Broni, atakuje, świetnie wykonuje stałe fragmenty gry. Obdarzony mocnym strzałem, z którego robił użytek. W wyjazdowym meczu z Mławianką Mława (1:0) po jednym ze starć w środku boiska doznał urazu obojczyka i opuścił boisko już w 20 minucie. Leczył się całą przerwę zimową, by wiosną wrócić i dawać jakościowe zmiany. Sezon zakończył z 4. golami, z których najpiękniejszym był ten zdobyty w Wikielcu (2:1). Jeśli ktoś nie widział, sugerujemy odkopać na Youtube… normalnie „stadiony świata”.
Błażej Lesicki – Obiecujący wychowanek. Piłkarz ze szkółki, który „zaistniał” najbardziej. Dostał swoją szansę w okresie problemów kadrowych w rundzie jesiennej i nie zawiódł. Początkowo wchodził na same końcówki spotkań, ale przełomowym momentem był wyjazdowy mecz z Lechią Tomaszów Mazowiecki (1:1), gdzie zagrał całą drugą połowę. Wypadł na tyle dobrze, że przez kilka następnych kolejek dość niespodziewanie wychodził w podstawowym składzie. Co prawda nie bronił się liczbami, ale jego żywiołowa, młodzieńcza gra mogła się podobać. Niestety kontuzje nie pozwoliły mu rozwinąć skrzydeł. Sezon zakończył z 17. występami. Spędził na boisku 567 minut.
Dawid Chludziński – Pojawił się na boisku w doliczonym czasie wygranego 6:2 meczu z Widzewem II. Bez oceny.
Kacper Kossakowski – Dwukrotnie wchodził na ostatnie minuty w spotkaniach z GKS Wikielec (4:1) i Widzewem II Łódź (6:2). Bez oceny
Jakub Openchowski – Pięciokrotnie wpuszczany z ławki przez trenera Sasala. Rozegrał łącznie 96 minut. Niczym specjalnym się nie wyróżnił, więc trudno o jego rzetelną ocenę.
Mikołaj Tarnacki – Na koncie 14 występów, wszystkie w roli rezerwowego. Nie dostawał wielu minut (łącznie 106), pojawiając się głównie w końcówkach. Ma w dorobku 2 gole. Na uwagę zasługuje ten zdobyty w meczu z GKS Wikielec, gdzie zachował się niczym stary boiskowy wyjadacz.
ATAK
Hubert Antkowiak – Kapitan, egzekutor, maszyna do strzelania goli, albo po prostu Król „Antek”. Oj, wiele by tu można napisać. Prawdziwy Napastnik, którego przy Z18 długo nie oglądaliśmy i pewnie długo nie zobaczymy. Bramkostrzelny, o świetnych parametrach fizycznych. Kiedy było trzeba kapitalnie się zastawiał, brał rywali „na plecy”, zgrywał i odgrywał. Bardzo dobry w grze głową, do tego obdarzony soczystym strzałem. W każdej chwili mógł zrobić coś z niczego. Strzelił łącznie aż 31 goli! Wykorzystał 10 rzutów karnych (2 zmarnował). W walce o koronę króla strzelców ligi był bezkonkurencyjny. O jego łomżyńskich wyczynach usłyszała piłkarska Polska. Gdzie zagra w nowym sezonie?… niestety nie w Łomży. Wraz z końcem kontraktu postanowił spróbować sił w innym klubie. Być może chce sprawdzić się w wyższej lidze, o czym wielokrotnie publicznie mówił. Zakontraktować chciał go drugoligowy Zawisza Bydgoszcz, ale temat prawdopodobnie upadł. Stara się o niego Sandecja Nowy Sącz. Gdziekolwiek zagra – Powodzenia Hubert!
– Czułem się w Łomży bardzo doceniony. Ten etap swojej kariery będę wspominał z wielką przyjemnością i to nie tylko ze względu na dokonania sportowe. (…) Wspólnie przeżyliśmy wiele pięknych chwil. Szczególne podziękowania kieruję do kibiców. Wasze wsparcie czułem każdego dnia. Jestem wdzięczny, że mogłem być częścią tej rodziny i reprezentować barwy tego klubu (…) – powiedział na zakończenie swojej przygody z ŁKS-em.
Jakub Proniewski – Dwa krótkie epizody w meczu ligowym z KS CK Troszyn (2:3) i w Pucharze Polski przeciwko Odrze Opole (0:2). Bez oceny.
Łukasz Kijek – Wpuszczony dwukrotnie na końcowe minuty w meczach z Mławianką Mława (1:0) i GKS-em Bełchatów (4:1). Bez oceny.